X Memoriał im. Ks. Benedykta Gierszewskiego – relacja

Minęło już 10 lat od kiedy organizujemy na Opolszczyźnie poszukiwania postrzałków przez posokowce, nazwane imieniem założyciela naszego klubu Benedykta Gierszewskiego.

Tegoroczna edycja memoriału miała miejsce, tradycyjnie w Borach Stobrawskich, w dniach od 6-go do 9-go listopada.

Centrala i zakwaterowanie mieściło się, podobnie jak w ubiegłych latach, w hotelu „Nad Stawem” w Bogacicy wśród lasów administrowanych przez Nadleśnictwo Kluczbork, którego „szef” Paweł Pypłacz jest bardzo przychylny wszystkim działaniom mającym na celu propagowanie kynologii łowieckiej.

Jako pierwsi w hotelu pojawili się przedstawiciele Klubu Posokowca z Austrii, Helmut Schandl z 5-cio letnim posokowcem hanowerskim i sędzią Erwinem Neuschl. Jako następni dojechali Czesi z przewodnikiem Milanem Kubisem, prowadzącym HS Adara z Borecskieho lesa oraz sędziowie Petr Polach i Michal Strakos. Za nimi 5-cio osobowa ekipa z Węgier  z HS Rabaparti Vadasz Kroni, prowadzonym przez Arpada Takacs i sędzią Ferencem Bartha. Zjawili się również Słowacy z ubiegłorocznym zwycięzcą Memoriału F. Konrada, Peterem Chrustem, przewodnikiem BGS Darosa Vratna dolina i sędziami Ervinem Neuschl i Peterem Karabelem  jr. Dojechali oczywiście również przewodnicy z naszego klubu ze swoimi bawarami; Mariola Orzelska z Ciernym Bacą, Waldek Abucewicz z Greyem ze Starej Rzeki, Marcin Kunikowski ze swoją Daisy z Brzozowej Akacji i Krzysiek Wyleziński z Baco z Babskiego Jaru.

Są również na miejscu nasi sędziowie; Paweł Bocianowski, Kuba Rudziński, Wojciech Galwas, dyrygowani przez naszego nestora, sędziego głównego Jana Kierznowskiego. Są asystenci z Jerzym Sokołem na czele, miejscowi członkowie klubu, jest Witek Cieplik „dysponent” zgłoszeń i Bartek Możdżeń służący nam za tłumacza. Jest Przewodniczący Komisji Kynologicznej ORŁ w Opolu Wiesiek Cholewa wraz z małżonką, która prowadzi sekretariat. W terenie „walczą” Maciek Kopeć i Krzysiek Mielczarek, którzy mają nadzór nad odbywającymi się polowaniami, są „nasi ludzie” w poszczególnych kołach łowieckich organizujących w memoriałowych dniach polowania zbiorowe. Jest również Rafał Malec robiący za skarbnika, informatora i przewodnika psa kontrolnego. Jako fotoreporter dojechał z Czeskiego Cieszyna – Mirek Gora.

Wieczorem sygnaliści zwołują uczestników memoriału na prezentację. Jako pierwsi prezentują się przewodnicy przedstawiający swoje posokowce. W sumie mamy ich osiem,     3 hanowery i 5 bawarów. Dominują 5-cio latki urodzone w 2010 roku, węgierski „senior” ma 8 lat, a „juniorem” jest 4,5 roczny Baca Marioli Orzelskiej. Następnie prezentujemy sędziów i organizatorów. Wszyscy otrzymują klubowe koszulki, pomarańczowe czapeczki z haftowanym logo i inne memoriałowe gadżety. Przewodnicy w „tradycyjny sposób” dokonują losowania numerów startowych. Pierwszy numer wylosował przewodnik z Czech, a ostatni Mariola Orzelska. Ponownie informujemy że na memoriale nie będą przyznawane lokaty, a jedynie dyplomy za wykonaną pracę. Następne memoriały będą się odbywać w latach, w których nie będą organizowane konkursy posokowców w czasie ISHV Suche. Po oficjalnej części dostajemy kolację w postaci potężnej porcji golonka po bawarsku. Nie wszyscy dają jej radę, za to toczą się gorące rozmowy. Wszak większość to znajomi z wielu międzynarodowych spotkań członków klubów posokowca należących do ISHV.

Z „terenu” spływają zgłoszenia o postrzałkach. Dużo polowań odbywało się w piątek dostarczając pracę posokowcom na sobotę.

Sobotni ranek, to oficjalne otwarcie memoriału przez Wiesława Cholewę. Przewodnicy zgodnie z wylosowanymi numerami startowymi dokonują losowania poszczególnych prac.    W pudełkach ze znaczkami klubowymi umieszczone są numery wg których uczestnicy pojadą w teren. Tym razem jedynkę wylosowała, losująca jako ostatnia M. Orzelska, a ostatni numer przypadł W. Abucewiczowi.

Ekipy poszukiwacze rozjeżdżają się w teren. Nie sposób opisać wszystkie prace, w sobotę było ich 13. Były wielokilometrowe próby dojścia lekko skaleczonych postrzałków, były kontrolne prace, gdzie myśliwym wydawało się że na 100% trafili zwierzynę, były sprawdzenia po innych wcześniej pracujących psach, były również te zakończone skutecznym dojściem. Niestety, pogoda też dawała się we znaki. Padający deszcz utrudniał życie myśliwym i ekipom poszukującym postrzałki.

Ciekawa sytuacja zdarzyła się ekipie ze Słowacji. Do sędziego z Czech zdzwonił jego kolega myśliwy, że w piątek został postrzelony dzik w  Zlatych Horach (w Czechach) i żeby ten przyjechał ze swoim posokowcem do „dohledavki”. Znaleziona na zestrzale kość wskazywała ewidentny postrzał w przedni bieg. Sędzia z Czech stwierdził że nie może przyjechać bo jest w Polsce na memoriale i że mają „hledat prase” innym tropowcem. Próbowano odnaleźć postrzałka przy pomocy alpejskiego gończego krótkonożnego. Niestety nie dał rady. Ponowny telefon do sędziego z Czech. Co robić? Sędzia pyta nas – co robić? Kolejni do pracy mają wyruszyć Słowacy. Pytamy ich; pojedziecie do pracy 150 km do Czech, czy czekacie na pracę u nas? Peter Chrust odpowiada, że 150 km, to nie jest żadna przeszkoda. Wraz z sędziami siadają w samochody i ruszają w drogę. Wracają wieczorem. Nie pojechali na darmo! Według relacji sędziów, dzik wagi ok. 30 kg pozostawił na zestrzale 5 cm kość z przedniego biegu. Daros Vratna dolina podjął trop i kontynuował pracę na otoku na długości 1100 metrów. Doszedł do parowu z którego podniósł się ranny dzik. Pies został puszczony w głośny gon na gorącym tropie i po 1000 metrach stanowił postrzałka. Po zbliżeniu się przewodnika dzik jeszcze kilkakrotnie próbował ucieczki udaremnianej przez Darosa. Pracę zakończono po dostrzeleniu postrzałka. Praca Petera Chrusta i Darosa została oceniona na „czwórki” co dało mu dyplom I stopnia.

W tym samym czasie podobną pracę wylosowali Węgrzy. Z tym że oni pojechali poszukiwać rannego dzika jedynie 10 km od Bogacicy. Z watahy 3 sztuk, 1 dzik został po strzale na miejscu, drugi uszedł sfarbowany. Do pracy w deszczu ruszyła „mocna” 5-cio osobowa węgierska ekipa z przewodnikiem Arpadem Takacs z równie mocnym posokowcem hanowerskim Rabaparti Vadasz Kroni. „Starzy” bywalcy naszego memoriału i innych zagranicznych konkursów. Przez pierwsze 800 metrów pracy na otoku prawidłowość pracy psa potwierdzały krople farby. Potem farba zanikła. Po 1150 metrach odnaleziono gorące łoże z małą ilością farby. Pies został puszczony w gon i po 450 metrach stanowił postrzałka. Po 10 minutach osaczenia przewodnik doszedł do rannego w jelita postrzałka i strzałem łaski zakończył poszukiwania. Sędziowie ocenili pracę węgierskiego duetu na „maxa” przyznając dyplom I stopnia.

30 km dalej na terenie K.Ł. „Słonka” Byczyna pracował Waldek Abucewicz z Greyem ze Starej Rzeki. Na podkreślenie zasługuje fakt, że „sprawca” postrzału, oczekiwał na ekipę poszukiwawczą, zawiózł na miejsce postrzelenia, precyzyjnie określił okoliczności strzału i wskazał odnalezioną farbę. Z relacji myśliwego wynikało, że oddał strzał z ambony do cielaka jelenia, a następnie do łani. Łania została „w ogniu” a sfarbowany cielak uszedł. Grey odnalazł farbę 20 metrów wcześniej od miejsca zaznaczonego przez myśliwego. Po przejściu 30 metrów uniósł głowę do góry i górnym wiatrem skierował się pod trop. Wyczuł patrochy łani. Został ponownie podłożony na sfarbowany trop do którego „przyspawał” truflę i podążał za nim wysokim drzewostanem. Na 1 km pracy, 3-krotnie odnalazł potwierdzenie tropu farbą. Potem farba zanikła. Po 1800 metrach spod świerka podniósł się jeleń. Pies został puszczony w gon. Analiza łoża pozwoliła na stwierdzenie, że mamy do czynienia z ranną sztuką. Po 500 metrach intonacja głosu Greya potwierdziła, że stanowi postrzałka. Doszliśmy pod ścianę młodnika w którym pies głosił ranne cielę. Przewodnik ruszył w jego głąb. Po chwili krzaki zaczęły się łamać i obok nas przebiegła „zdrowa” koza sarny. Grey stanowił dalej, ciągle oszczekując. Po chwili stanowienie zamieniło się w gon. I tak trzykrotnie. Przy próbach dojścia przewodnika na odległość skutecznego strzału, cielak odskakiwał. W końcu strzał łaski, po 680 metrach gonu i stanowienia, skrócił jego cierpienie. Myśliwy, który był sprawcą postrzelenia, serdecznie pogratulował przewodnikowi, będąc pełen podziwu dla skuteczności pracy posokowca. Na tym jednak przyjemności się skończyły. Cielak został dostrzelony pośrodku młodnika po „świeżym czyszczeniu”. Po wypatroszeniu przewodnik przez 300 metrów „wyrywał” tuszę przez zwały gałęzi aby później przeciągnąć ją przez bagno. Z pewnością będzie pamiętał ten młodnik. Praca Greya została oceniona na „czwórki” i dyplom I stopnia.

Inne prace nie zakończyły się dojściem do zwierzyny.

Po kolacji zaczęły się wspólne dysputy, które wkrótce przerodziły się w chóralne śpiewy. Zaczęli je Węgrzy, zawodząc smętnie. Ze względu na ich specyficzny język, nie bardzo wiedzieliśmy o czym śpiewają, ale jak twierdzili niektórzy, była to ciągle ta sama zwrotka. Potem rej przejęli Słowacy, na góralską nutę. Dołączyli do nich Czesi ale po chwili zostali zdominowani polskimi dźwiękami. Opór stawiali Austriacy ale „mocne argumenty” również ich zmusiły do śpiewu. Organizatorzy byli również zadowoleni ponieważ zgłoszenia postrzałków zapewniały pracę dla wszystkich również w niedzielę od samego rana.

Tak więc pierwszy dzień pracy zakończył się uzyskaniem trzech dyplomów I stopnia i pracą dla wszystkich uczestników.

W niedzielę po śniadaniu, ekipy rozjechały się w cztery strony świata. Pracowano w rejonie Olesna, Kluczborka, Krapkowic, Opola, Kuźni Raciborskiej. W większości były to prace z poprzedniego dnia ale po zakończeniu jednej pracy przewodnicy wykonywali następne. Łącznie w niedzielę posokowce podejmowały 17-to krotnie pracę. Padający w sobotę i w nocy z soboty na niedzielę deszcz znacznie komplikował odnalezienie zestrzału i utrudniał potwierdzenie prawidłowości pracy psów. Farba która widoczna była w sobotę w niedzielę znikła rozmyta przez deszcz. Trzeba było zaufać subtelności powonienia posokowców, co nie wszystkim się udało.

Mariola Orzelska pojechała pod Olesno, poszukiwać zranionego poprzedniego dnia, mocno farbującego, jelenia byka. W sobotę poszukiwał tego byka inny posokowiec, bez skutku. W niedzielę po farbie zostało wspomnienie. Baca prze 2 godziny próbował rozwikłać zawiłości tropu. W końcu dali za wygraną. Na trop podłożono kontrolnego posokowca Ergo Zimny Trop należącego do Grzegorza Sęka, ale prowadzonego tym razem przez Michała Fornalczyka. Ten duet po 1700 metrach pracy na otoku doszedł do zgasłego jelenia, postrzelonego 24 godziny wcześniej, pomiędzy bark i łopatkę.

Austriacy kontynuowali pracę z poprzedniego dnia na jeleniu szpicaku. W sobotę tropili go ponad 2 km ale przerwali pracę ze względu na zapadający zmrok. W niedzielę po 1800 m pracy na otoku weszli na gorący trop jeleni. Hanower został puszczony w gon, jednak nie zdołał zatrzymać lekkiego postrzałka. Tą pracę zakończono. Następnie zostali skierowani na mocno sfarbowany trop dzika. Ta praca nie była uciążliwa bo po 30 metrach została odnaleziona zgasła, około 80 kg locha, postrzelona przez szynki. Ta praca oczywiście nie mogła być oceniona. Austriacy wykonali jeszcze 2 prace kontrolne na jeleniach, łani i byku. Nie stwierdzili jednak postrzelenia.

Czesi z kolei pracowali w rejonie Krapkowic gdzie zgłoszono postrzelenie 3 dzików. Pierwszy z nich okazał się postrzałkiem na przedni bieg, bez naruszenia kości. Podążano za nim 1500 metrów na otoku. Dzik uchodził wraz z watahą. Podjęto decyzję, że jest on nie do dojścia i przerwano pracę. Druga praca była kontrolą, która nie potwierdziła postrzelenia. Trzeci z dzików, postrzelony w sobotę, po strzale ciągnął za sobą zad. Podłożony hanower   po 150 metrach przestał pracować. Jako psa kontrolnego wezwano posokowca ze Słowacji, Darosa Vratna dolina prowadzonego przez Petera Chrusta. Podążał on tropem postrzałka przez 2 km, bez skutku. Widocznie dzik postrzelony po wyrostkach kostnych kręgosłupa, po częściowym paraliżu, odzyskał pełnię sił i uszedł bez większego uszczerbku dla zdrowia.

Przed tą pracą Słowacy poszukiwali rannego dzika, który poprzedniego dnia był goniony przez innego psa. Po 4 km pracy na otoku, dzik podniósł się z łoża. Puszczony w gon posokowiec nie zatrzymał lekko rannego dzika. Stwierdzono lekki postrzał i pracę przerwano.

Marcin Kunikowski pracował na sobotnim postrzałku jelenia. Zraniony cielak pozostawił na zestrzale ścinkę. Potem odnaleziono fragment jelita, czyli postrzałek musi zostać odnaleziony. Podłożona na trop suka Marcina pracowała przez 1 km bez większego entuzjazmu. Marcin powrócił na zestrzał, podłożył Daisy ponownie na zestrzał. Tym razem suka pracowała poprawnie lecz w innym kierunku. Po 1500 metrach w młodniku zgłosiła gorący trop i została puszczona w gon. Po 500 metrach gonu powróciła do przewodnika. Przewodnik postanowił zakończyć pracę. Jako psa kontrolnego podłożono sukę posokowca naszego klubowego Kolegi Roberta Maślanki. Po 1200 metrach pracy na otoku odnalezione zostało zgasłe cielę jelenia.

Ekipa węgierska pojechała pod elektrownię Opole. Poprzedniego dnia myśliwy strzelał z bliskiej odległości do łani jelenia z broni gładkolufowej, pociskiem typu „brenneke” Twierdził że była blisko i na pewno trafił. Praca hanowera na odcinku 1400 metrów nie potwierdziła jednak trafienia zwierzyny. Druga praca jaką wykonywali to dzik przelatek po 44 godzinach od postrzelenia. Na zestrzale ponoć była duża ilość farby, została ona jednak zmyta przez deszcz. Po 1km pracy bez potwierdzenia, odnaleziona została farba. Kontynuowano pracę na otoku. Po 3 km obok tropu podniósł się zdrowy odyniec. Posokowiec dalej kontynuował pracę na tropie. Po 4200 metrach pracy na otoku, przed nimi ruszyła wataha dzików. Pies puszczony w gon nie zdołał stanowić postrzałka. Potwierdziła się stara maksyma; „dużo farby – mało mięsa”. Ekipa z Węgier sprawdzała jeszcze strzał do jelenia cielaka, jednak nie potwierdziła postrzelenia.

Krzysztof Wyleziński pracował na terenie K. Ł. „Ponowa” Kluczbork. Poszukiwał strzelanej z chmary łani jelenia na tropie leżącym 27 godzin. Po 400 metrach pracy na otoku Baco dotarł do młodnika w którym nie potrafił wypracować tropu postrzałka. Poszukiwanie tropu wyjściowego z młodnika nie powiodło się. Krzysiek powrócił na zestrzał i po dłuższej przerwie ponownie podłożył posokowca. Tym razem Baco odbił przed młodnikiem i podążył w innym kierunku. Prawidłowość pracy potwierdził fragment odnalezionego jelita. Po przejściu 1170 metrów od zestrzału odnaleziono zgasłą łanię. Sędziowie ocenili pracę na dyplom III stopnia.

W niedzielę najdalszą podróż odbył Waldek Abucewicz, który został skierowany do pracy w K.Ł. „Ponowa” Kędzierzyn – Koźle i K.Ł. „Ostoja” Gliwice w obwodach położonych ponad 100 km od Bogacicy. Pierwsza praca to poszukiwanie jelenia byka, postrzelonego prawdopodobnie w przedni badyl. Farby na zestrzale z poprzedniego dnia nie było. Na odcinku 400 metrów odnaleziono jednak 2 krople farby. Po kilometrze Grey doszedł do patrochów łani. Powrócono na zestrzał. Tym razem po przejściu 700 m, posokowiec obrał inny kierunek, jednak po czasie zgubił trop. Waldek jeszcze dwukrotnie podkładał psa na zestrzał. Grey podążał w tym samym kierunku, jednak nie wypracował rannego jelenia. Następna praca, to sprawdzenie w sąsiednim kole, postrzału do łani jelenia. Poprzedniego dnia na polowaniu zbiorowym myśliwy z wolnej ręki na 100 metrów oddał strzał do chmary jeleni w pełnym biegu. Łani tej poszukiwał nasz klubowy kolega z młodym posokowcem, oznaczając swoją trasę wstążkami. Teren wokół został mocno „zapowietrzony” bowiem w tym rejonie patroszono i ściągano 2 jelenie byki. Farbę znaleziono 50 metrów od miejsca strzału, była ona obtarta nisko na trawach. Grey kontynuował pracę tą samą trasą co posokowiec poprzedniego psa. Praca znowu odbywała się na terenie czyszczonych młodników, na pożarzysku w Kuźni Raciborskiej. Po przejściu kilkuset metrów pracę przerwano bez nadziei na odnalezienie postrzałka.

W godzinach mocno popołudniowych „ekipy dochodzeniowe” zaczęły powracać do „centrali” w Bogacicy. Nadszedł czas podsumowania memoriałowych zmagań, przygotowania dokumentacji, a dalej nie dojechali jeszcze Czesi i Słowacy. Po ich powrocie szybka odprawa sędziowska, przygotowanie dyplomów i czas na zakończenie. Na stole honorowym nagrody ufundowane przez firmy: Delta Optical (lornetki), Planet Pet Society (karma i gadżety dla psów) oraz RDLP w Katowicach, Sklep Myśliwski „Szóstak” z Wielunia i Salon Myśliwski „Deer” Opole, a także nagrody przywiezione przez słowacki i czeski kluby. Dla wszystkich uczestników przygotowano pamiątkowe statuetki. Lokat na memoriale nie przyznawano. Przy akompaniamencie sygnałów łowieckich dyplomy i nagrody wręczali; sędzia główny – Jan Kierznowski, członek ORŁ w Opolu – Dariusz Hutka i przedstawiciel RDLP w Katowicach – Adam Albertusiak. Zamknięcia memoriału dokonał Przewodniczący Komisji Kynologicznej ORŁ w Opolu – Wiesław Cholewa.

A potem już tylko wspólna biesiada, podziękowania, pożegnania, chwile wzruszeń i wspomnień. I tylko śpiew ekipy węgierskiej do późnych godzin dawał znać, że czas              X Memoriału im. Ks. Benedykta Gierszewskiego dobiega końca.

Reasumując. Cztery dyplomy w tym trzy I stopnia i jeden III, na 8 posokowców, to chyba niezły wynik? 30 prac wykonanych w dwa dni, to chyba niezły wynik? Cieszy, że coraz większa ilość kół i myśliwych zgłasza postrzałki w czasie trwania memoriału. Może przełoży się to na ich codzienną praktykę? Oczywiście jak zwykle były problemy z lokalizacją zestrzału i precyzyjną informacją o nim. Musimy się do tego przyzwyczaić, że postrzałki powstające w wyniku polowań zbiorowych ( a takich jest 90%) będą „mało precyzyjne”.      W organizację tego typu imprez za granicą angażują się dziesiątki organizatorów i myśliwych, posiadających dziesiątki sponsorów wykładających znaczne środki finansowe. Nasz memoriał organizuje garstka klubowiczów, angażując swój czas i pieniądze.                 Na wsparcie szeroko rozumianych władz nie bardzo możemy liczyć. Poczekajmy jak nasz memoriał ocenią zagraniczne kluby. Uczestnicy byli pełni podziwu dla ilości prac, organizacji i gościnności. Doceniali naszą serdeczność i przychylność, chwalili brak rywalizacji.                 Tej garstce zapaleńców, którzy angażują się w organizację memoriału składam serdeczne podziękowania. Chapeau bas Panowie, chapeau bas !!!

Kiedy następny? Nie wiem. Zarząd Klubu uchwalił, że memoriały będą organizowane w latach, gdy nie będą się odbywać konkursy w ramach ISHV Suche. A dwa najbliższe lata są przez nie zajęte!

 

Relacjonował: Wojciech Galwas