Relacja z V-go Memoriału im. Ks. B. Gierszewskiego

To już piąty rok z rzędu, Klub Posokowca wspólnie z ZO PZŁ w Opolu, przeprowadził Memoriał imienia Księdza Benedykta Gierszewskiego, czyli ocenę pracy posokowców w naturalnym łowisku. Wzięły w niej udział posokowce hanowerskie i bawarskie z Polski oraz wytypowane przez Kluby Posokowca należące do Międzynarodowego Zrzeszenia Klubów Posokowca – ISHV.

W organizację V Memoriału włączyły się również Lasy Państwowe. Patronat nad imprezą objęła Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach oraz we Wrocławiu. Jak co roku, dużą pomoc organizacyjną i finansową udzieliło Nadleśnictwo Kluczbork, wsparły nas również Nadleśnictwa Oława i Brzeg. Także Łowiec Polski, poparł naszą imprezę obejmując nad nią Patronat Medialny.

Tradycyjnie już, poszukiwanie postrzałków odbywało się w okresie „polowań hubertowskich”, kiedy to znaczna ilość „zbiorówek” zwiększa prawdopodobieństwo zaistnienia dużej liczby postrzałków.
W poszukiwaniach wzięło udział 9 posokowców, w tym pięć z Polski i 4 zagraniczne; z niemieckiego Verain Hirschmann, z klubu czeskiego, słowackiego i węgierskiego. Wśród nich 2 to posokowce hanowerskie (z Niemiec i z Czech), pozostałe to posokowce bawarskie.
W tegorocznych poszukiwaniach wzięły udział:
PH ATMA z Jeleni louku – przewodnik Veronika Hubikova – Czechy
PH BACKY Loncsikai – przewodnik Wolfgang Karl – Niemcy
PB IGOR Hraples – przewodnik Zilai Janos – Węgry
PB ASTA z Pukanca – przewodnik Frantisek Vrlik – Słowacja
PB ARIS z Tymbarskiej Kniei – przewodnik Jarosław Dąbrowski – Polska
PB GAZDA z Jeleniego Zdroju – przewodnik Mariola Orzelska – Polska
PB KASTOR znad Warciańskich Tataraków – przewodnik Wojciech Galwas jr. – Polska
PB ORNETA Concuctus – przewodnik Stefan Kusz – Polska
PB TORES z Klanu Posokowców – przewodnik Ryszard Staniak – Polska

 

Po raz pierwszy w tym roku ilość zgłoszonych posokowców z Polski, przekroczyła możliwości organizacyjne i Zarząd Klubu zmuszony została do nieprzyjęcia części zgłoszonych chętnych przewodników i ich psów.
Startujące psy oceniane były przez międzynarodową komisję sędziowską z Janem Kierznowskim na czele. Zagranicznymi sędziami byli; Rajmund Rapaić – Słowacja, Milan Pavlik – Czechy, Karel Planansky – Czechy, Radó Zoltan – Węgry, Erhard Patsch – Niemcy.
Wspomagali ich nasi Koledzy; Marian Paweł Bocianowski, Jerzy Karaszewski, Wojciech Galwas, Jerzy Sokół – asystent, Wojciech Łażewski – asystent.

 

W piątek, 5 listopada, po zakwaterowaniu odbyła się odprawa sędziowska, na której zagraniczni sędziowie zapoznani zostali z polskim regulaminem oceny pracy posokowców w naturalnym łowisku. Podkreślić należy, że nasz memoriał jest w zasadzie jedyną tego typu imprezą w Europie, gdzie posokowce odszukują zwierzynę postrzeloną na polowaniach zbiorowych.
W godzinach wieczornych odbyła się powitalna kolacja w czasie której dokonano prezentacji przewodników i ich posokowców oraz składu sędziowskiego.
Wszyscy uczestnicy otrzymali, ufundowane przez Klub Posokowca, ZO PZŁ i sponsorów, pamiątkowe koszulki, czapeczki i znaczki memoriałowe.
W sobotę rano, na polanie w łowisku Święciny, przy łopocie flag państw startujących uczestników, odbyło się uroczyste otwarcie Memoriału, którego dokonał Łowczy Okręgowy – Wojciech Plewka.
Następnie po losowaniu w tradycyjny sposób kolejności startowej, przewodnicy wraz z posokowcami ruszyli do pracy.
Na pierwszy ogień poszły postrzałki z poprzednich dni, nie odnalezione przez inne tropowce. Były to tropy leżące ponad 36 godzin.
W pierwszym dniu pracy, posokowce zabezpieczały również ewentualne postrzałki dla 6 polujących kół. Utrudnieniem dla polujących była wietrzna pogoda, a po południu padający deszcz.
Po otrzymaniu informacji o postrzałku, znający teren członkowie Klubu Posokowca, rozwozili ekipy poszukiwawcze w rejon wezwania.
W tym dniu posokowce sprawdzały skutki strzałów do 8 sztuk zwierzyny.
Wiele do życzenia pozostawia analiza oddanego strzału przez myśliwych. Nie wszyscy potrafią określić miejsce zestrzału, nie widzą śladu kuli na drodze, nie dostrzegają przestrzelonej kulą sosny, czerwony kolor liści traktują jako farbę. W innych kołach natomiast zestrzał zaznaczano wstążką, złomem kierunkowym, oznaczono kierunek uchodzenia zwierzyny.
Tak, więc część wyjazdów posokowców do pracy, nie zakończyła się potwierdzeniem zranienia zwierzyny.
Dzień pracy zakończony został odnalezieniem przez Gazdę z Jeleniego Zdroju ( 5-cio letni posokowiec bawarski), martwej łani, postrzelonej na miękkie. Przewodniczką Gazdy jest Mariola Orzelska, która (jak wielu innych) z powodu posiadania posokowca staje się myśliwym. Trochę zdziwiony był myśliwy, strzelający do łani, który towarzyszył nam w poszukiwaniach. Opowiadał kolegom przy pokocie; „Przyjechała jakaś ekipa, nie pozwolili mi zabrać broni, podłożyli psa na zestrzał, przez kilometr się nie odzywali ani słowem. Pies jak po sznurku znalazł martwą łanię, przewodnik i pies zostali obdarowani złomem. Łania otrzymała od nich ostatni kęs i pieczęć, potem wypatroszyli moją łanię i wyciągnęli do drogi”. Trzeba przyznać, że tenże myśliwy, wieczorem przyjechał do hotelu, serdecznie dziękując przewodniczce za odnalezienie łani, wręczył jej w prezencie odpięty od kapelusza ozdobny chwost, zapraszając ją do siebie na polowania. Ot, miły gest ze strony myśliwego, który doceniał pracę psa i przewodnika. Dzięki nim został „Królem Polowania”.
W sobotę, również Rysiek Staniak (następny, który przez psa został myśliwym), prowadząc swojego, czteroletniego, Toresa z Klanu Posokowców, odnalazł po przejściu 1,5 km martwego przelatka. Po pierwszym kilometrze pracy, Tores znalazł na tropie fragment jelita, pewnym więc stało się, że dzik musi zostać odnaleziony. Postrzałek zgasł w świerkowym zagajniku, gdzie został oszczekany przez Toresa.
Pozostałe zgłoszenia nie potwierdziły żadnego postrzałka do dojścia.
Zapadający zmrok zmusił nas do powrotu na kwaterę. Co prawda, przed zmrokiem otrzymaliśmy jeszcze dwa zgłoszenia, ale przewodnicy ograniczyli się jedynie do oznaczenia zestrzału, pozostawiając dochodzenie na następny dzień.
Niedziela powitała nas padającym przez noc i cały dzień deszczem. W okolicy w tym dniu polowało 9 kół. Wysyłaliśmy psy na każde wezwanie, jadąc nawet na odległość ponad stu kilometrów.
Łącznie psy dziewięciokrotnie wyjeżdżały do pracy. Jednak żaden z postrzałków nie był na tyle zraniony, że możliwe byłoby jego odnalezienie.
Praca na lekko zranionym postrzałku nie jest łatwa dla przewodnika i posokowca. Brak farby bardzo utrudnia potwierdzenie dobrej pracy psa. Po przejściu 2-3 km przewodnicy zawracali psa na zestrzał, aby ten potwierdził ponownie pracę na nie sfarbowanym tropie.
Potwierdzeniem moich słów niech będzie krótki opis pracy posokowca bawarskiego ze Słowacji – Asta z Pukanca.
Asta, to ośmiu letnia, doświadczona suka, prowadzona przez bardzo doświadczonego przewodnika – Frantiska Vrlika. Pojechali oni sprawdzić strzał do dzika z poprzedniego dnia.
Pierwsza farba została odnaleziona po 100 metrach od zestrzału. Wciski rapet sugerowały strzał do dzika o wadze 60-80 kg. Pierwsze 3,5 km pracy na otoku były łatwe, bowiem co kilkaset metrów znajdowano ślady farby. Były to jednak, nie krople farby, lecz jedynie „pomalowane” gałęzie, pomiędzy wciskami rapet dzika. Jak to zwykle przy dziku bywa, trasa ucieczki przebiegała przez najbardziej zakrzaczone tereny. Potem jednak i te śladowe ilości farby zanikły. Po przejściu 5 km, na trasie ”ekipy poszukiwawczej” (posokowiec, przewodnik, sędziowie, korona), podniosły się cztery warchlaki. Posokowiec kontynuował dalej pracę na tropie przez następne 1,5 km. Jako, że nie było już żadnego potwierdzenia poprawnej pracy psa, przewodnik zawrócił do ostatniej zaznaczonej farby i ponownie kontynuował poszukiwania, aż posokowiec doszedł znowu do tego samego miejsca, skąd zawrócono go na farbę. Po przepracowaniu 4 godzin i po przejściu ok. 10 km, pracę zakończono. Prawdopodobnie locha otrzymała „obcierkę” po mostku lub brzuchu, bez naruszenia żadnych istotnych narządów.
Podobnie było i wypadku pozostałych prac. Jeżeli posokowiec po przejściu 1,5-2 km, nie odnajdywał farby, był zawracany przez przewodnika na zestrzał, by ponownie sprawdzić rezultat strzału. W razie jakichkolwiek wątpliwości, co do pracy psa, podkładaliśmy psa kontrolnego, który w każdym przypadku potwierdził pracę poprzedniego posokowca.
Umożliwiały to znaki pozostawione przez przewodnika na tropie, jak i coraz powszechniej stosowane, urządzenia GPS.
Łącznie, po podsumowaniu wszystkich prac, okazało się, że 9 posokowców w ciągu dwóch dni, pokonało w pracy na tropie dystans ponad 48 km.
Tak, więc w tym roku, pomimo sporej jak zawsze, ilości zgłoszonych postrzałków, jedynie dwie prace zakończyły się podniesieniem zwierzyny. Na podstawie regulaminu sędziowie przyznali dwa dyplomy. Tores uzyskał dyplom II stopnia, a Gazda dyplom III stopnia.
Cieszyliśmy się wszyscy, że to polskim posokowcom przypadł w udziale zaszczyt otrzymania jedynych na memoriale dyplomów. Z drugiej jednak strony, degustowali byliśmy małą ilością znalezionych postrzałków. Takie są jednak realia polowań. Raz na pokocie znajduje się znaczna ilość zwierzyny, innym razem pokot nie zostaje ułożony.
Podkreślić należy, że wszystkie posokowce były bardzo dobrze przygotowane do pracy. Żaden z nich, a każdy wykonywał 2 lub 3 prace, nie błądził na tropach, nie popełniał błędów pracując na 2-3 kilometrowych ścieżkach, najczęściej bez farby.
Jestem przekonany, że żaden ze zgłoszonych postrzałków nie zmarnował się na wskutek złej pracy posokowców.
Niedzielna, wieczorna uroczystość była podsumowaniem memoriałowych zmagań.
Prócz przewodników, sędziów, organizatorów wzięli w niej udział zaproszeni goście; przedstawiciele lasów państwowych z RDLP Katowice i Wrocław, Nadleśniczowie okolicznych nadleśnictw, przedstawiciel Łowca Polskiego, przedstawiciele ORŁ w Opolu oraz myśliwi, posiadacze i sympatycy posokowców z kraju i z zagranicy.
Podziękowania za pracę otrzymali wszyscy przewodnicy posokowców. Każdy z nich otrzymał dyplom uczestnictwa, nagrodę rzeczową oraz książki Wydawnictwa Łowiec Polski, wręczane przez redaktora A. Wierzbieńca.
Dodatkowe dyplomy, nagrody i wyróżnienia otrzymali Ryszard Staniak i Mariola Orzelska, przewodnicy i właściciele Toresa z Klanu Posokowców i Gazdy z Jeleniego Zdroju.
Te bowiem posokowce, oprócz dyplomu z pracy posokowca w naturalnym łowisku, uzyskały prawo do otrzymania w swoich rodowodach Pieczęci Użytkowości ISHV.
Podziękowania należą się również całej ekipie organizacyjnej, bez której to przedsięwzięcie nie mogłoby zostać zrealizowane. Słowa uznania dla Witka Cieplika, Maćka Kopcia, Jacka Bocha, Michała Fornalczyka, Wojtka Łażewskiego, Krzyśka Mielczarka, Krzyśka Jaszczuka, Darka Pawlaka, (który w trakcie memoriału stracił w wypadku swój samochód) oraz wielu innym niewymienionym z nazwiska, którzy pomogli w organizacji imprezy.
Cieszymy się również, że znaczna ilość członków klubu przybyła na memoriał, aby dopingować jego uczestników. Ich udział był możliwy, dzięki zakwaterowaniu w „Zajeździe pod Borem”, który dysponuje dużą ilością pokoi hotelowych. To oni przecież w następnych latach wezmą udział w tego typu konkursach.

 

V Memoriał imienia księdza Benedykta Gierszewskiego przeszedł do historii, potwierdzając doskonałe przygotowanie do pracy biorących w nim udział posokowców.
Był to dla nich ciekawy epizod. Na co dzień jednak, czeka je ciężka praca w łowiskach, wszak to one naprawiają błędy popełnione przez nas – myśliwych.
Życzyłbym sobie, aby coraz większa ilość kół łowieckich, mogła docenić zalety pracy posokowców w łowisku.

 

Wojciech Galwas