III Memoriał im. Ks. Benedykta Gierszewskiego Lasy Nadleśnictwa Kluczbork, 7-10.11.2008 r.

W dniach 7-10.11.2008 odbył się III Memoriał im. Ks. Benedykta Gierszewskiego. Wzięli w nim udział:

Komisja sędziowska:
Czechy: Školník Jan, Plaňanský Karel,
Słowacja: Jozef Figula, Juraj Strnad
Polska: Galwas Wojciech – sędzia główny, Karaszewski Jerzy, Głowniak Józef, Sokół Jerzy-asystent

Uczestnicy:
Czechy:
Rozinek Zdeněk, suka PB Darka Říčka Bělá ur. 1999,
uczestnik konkursu w Karkonoszach O Putovni Cenu CMMJ 2008
Petr Lebeda suka PB, Faty odkaz Diany, ur. 2004,
uczestnik ISHV Szwajcaria 2007
Słowacja:
Ľubomír Červenko, pies PB GERO Lesnícka lúka, ur. 2004,
dyplom IHF (Próba Główna) I stopnia
Martin Lipták pies PH IWAN von der Konigsbuche, ur. 2003,
dyplom IHF (Próba Główna) I stopnia
Polska:
Wiśniewska Joanna, suka PB AXA z Tymbarskiej Kniei, ur. 2005,
Tyczyński Sławomir, pies PH BUDRYS Ponowa, ur. 2006
Fornalczyk Michał, suka PB FANTA z Żywieckich Łączek, ur.2003,
Psy kontrolne:
RUFUS Sfora Nemroda – Łażewski Wojciech
BONA z Doliny Dojcy – Cieplik Witold
FOTOREPORTER – Gora Mirosław – Czechy
Komitet organizacyjny memoriału:
Jan Kierznowski, Paweł Pypłacz, Witold Cieplik, Wojciech Galwas, Jerzy Sokół, Ewelina Porada, Jarosław Kokot, Michał Fornalczyk, Maciej Kopeć
Fundatorzy nagród i sponsorzy:
ZO PZŁ w Opolu, Klub Posokowca Członek ISHV, Nadleśnictwo Kluczbork, Witold Cieplik, Jerzy Karaszewski, Wojciech Łażewski, Miroslav Gora

 

III Memoriał im. Ks. Benedykta Gierszewskiego przeszedł do historii.
W dniach od 7-10 listopada w lasach Nadleśnictwa Kluczbork zebrali się miłośnicy użytkowych posokowców, aby pracą swoich psów po raz kolejny pokazać, jak przydatną rasą w łowisku jest prawidłowo ułożony i prowadzony posokowiec bawarski lub hanowerski.
W memoriale wzięły udział 2 posokowce ze Słowacji, 2 z Czech i 3 z Polski.
Również komisje sędziowskie składały się z sędziów z ww. państw.
W piątek, sobotę i niedzielę odbywały się w tym rejonie polowania zbiorowe i indywidualne.
Posiadając „kontakt operacyjny” z wszystkimi okolicznymi kołami łowieckimi oczekiwaliśmy na zgłoszenia ewentualnych postrzałków.
Uczestnicy memoriału spotkali się w piątek wieczór, dokonali losowania kolejności w jakiej będą pracować posokowce, dokonali prezentacji psów i sędziów, czekając co im ślepy los przydzieli. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą, więc na zgłoszenia nie trzeba było czekać zbyt długo. W sobotę rano zaczęło się. Do pracy wyjechały 3 posokowce, a potem rozwiązał się worek. Do poniedziałku wyjeżdżaliśmy 17 razy do pracy, a i w poniedziałek jeszcze poszukiwaliśmy dwóch dzików strzelanych w niedzielę.
Zgłoszenia były różne. Zdarzało się, że przewodnicy z sędziami wyjeżdżali do wyimaginowanych przez myśliwych postrzałków, którym zdawało się że zwierz przyjął kulę. Ale w końcu sprawdzenie „czystego” zestrzału, to też obowiązek posokowca.
Większość prac nie należała jednak do łatwych. Zwierzyna strzelana na polowaniach zbiorowych uchodzi szybko, goniona przez naganiaczy i pracujące w miocie psy.
Po oddanych strzałach najczęściej zestrzał był zadeptywany przez szukających farby myśliwych, a jeżeli taką znaleziono, to naprowadzano na nią biorące udziału w polowaniu psy, które niestety o poszukiwaniu postrzałka nie mają większego pojęcia.
Wtedy dzwoniono po „fachowców”.
Każdy z biorących udział w memoriale posokowców wyjeżdżał minimum dwukrotnie na poszukiwania, część po 3 razy. Swoją pracą pokazały co potrafi posokowiec i jakim błędem jest nie posiadanie ułożonych posokowców w kołach łowieckich.
Przytoczę relację z kilku prac wykonywanych przez posokowce w trakcie trwania memoriału.
W sobotę rano do pracy pojechała suka posokowca bawarskiego AXA z Tymbarskiej Kniei – przewodnik Joanna Wiśniewska, poszukać zranionej łani jelenia postrzelonej poprzedniego dnia.
Wg relacji myśliwych do chmary jeleni oddano 2 strzały przez 2 strzelców, a kilkanaście metrów od miejsca zestrzału znaleziono kroplę farby. Do poszukiwań ruszyli strzelający myśliwi, po czym na pomoc ruszył im „mixterier”, który szczekając ruszył w siną dal, przeganiając wszystko w okolicy, i odnajdując się w dwie godziny później. Czyli samo życie!
Do pracy, po 19 godzinach ruszył posokowiec. Wypracował kilka kropli farby na odcinku 150 m. po czym zaczął kluczyć, nie potrafiąc odnaleźć dalszego tropu. Ponowne, 2 godzinne próby wypracowania tropu, również skończyły się niepowodzeniem.
Sędziowie, fachowcy w prowadzeniu posokowców, nie odpuścili. Nie dał rady jeden posokowiec, wezwano następnego. Była nim 9-cio letnia bawarka z Czech, Darka Říčka Bělá – przewodnik Rozinek Zdeněk. Rozpoczęła pracę po 22 godzinach od momentu strzału.
Scenariusz powtórzył się. Początek tropu wypracowany, później kłopot z odnalezieniem farby. W końcu 100 metrów od ostatniej farby znaleziono kropelkę wielkości główki szpilki.
Posokowiec zaskoczył. Nos do ziemi i poszedł, jedna droga, druga i w końcu za górką widzimy leżącą martwą łanię. Przyjęła kulę na miękkie i pomimo przestrzału, zatkała wylot kuli jelitami, nie dając praktycznie farby. Koniec pracy. Przewodnik psa patroszy łanię, pomagamy załadować do samochodu i ruszamy do bazy. Sędziowie ocenili pracę psa na dyplom III stopnia.
Inny posokowiec; FANTA z Żywieckich Łączek – przewodnik Michał Fornalczyk, poszukiwał rannej łani, która na odcinku 500-600 metrów dawała farbę, później zaczęła kluczyć bez farby. Jednak 100 metrów dalej suka odnalazła kroplę farby i podążyła dalej pomimo braku farby. Po 1 km pracy farba pokazała się ponownie, 200 metrów dalej znaleziono sfarbowane łoże. Koniec pracy był bliski, suka podniosła głowę i doszła do… patrochów łani. Jak się później okazało łania ta została dostrzelona w kolejnym miocie.
Była postrzelona na tylny badyl, a kula zahaczyła również jamę brzuszną, pozostając w niej.
Pomimo doskonałej pracy tej suki, sędziowie nie mogli, zgodnie z regulaminem, przyznać dyplomu.
Ta sama suka poszukiwała w tym samym dniu rannego jelenia byka. Po 200 metrach pracy na otoku, byk podniósł się i po 50 metrach został dostrzelony. Postrzał w badyl i brzuch. Również ta praca nie spełniała wymogów na dyplom.
Następna praca. Szukamy rannej łani jelenia, postrzelonej na przedni badyl, bez uszkodzenia kości. Do pracy ponownie przystąpiła AXA z Tymbarskiej Kniei. Bawarka pięknie wypracowuje 400 metrowy trop na wysokim lesie, dochodzi do młodnika i tu zaczyna się zabawa. Łania, jak to ma w zwyczaju, zaczyna kluczyć, robić pętle i ósemki. Suka pokazuje krople farby. Sędziowie oznaczają ją papierkami. Po 40 minutach młodnik wygląda jak ofladrowany. W końcu wypracowuje wyjście. Podążamy dalej, po następnym kilometrze przed psem podnosi się jeleń byk. Przewodnik uspakaja sukę, podążamy dalej, następny kilometr. Widzę, że suka ma łanię na gorąco, nakazuję puścić posokowca w gon. Niestety suka nie dochodzi do łani, wraca do przewodnika. Robi się ciemno. Przy latarce oznaczamy ostatnią kropelkę farby i kończymy pracę.
Następnego dnia powracamy na trop z posokowcem hanowerskim IWANEM von der Konigsbuche – przewodnik Martin Lipták ze Słowacji. Pomimo zupełnego braku farby, pies wypracowuje trop przez następne 2 km, przechodząc przez babrzyska i buchtowiska. Dochodzimy do młodnika, pies reaguje nerwowo, łapiąc górny wiatr.
Zgadzam się na puszczenie psa luzem. Po 2 minutach głosi, odprowadzając zwierza poza granice słyszalności. Podążamy w kierunku gonu. Dochodzimy do rzeki. Łania uszła.
Traktuję postrzałka jako nie do dojścia. Pies po godzinie wraca po własnym tropie.
Kolejna praca. Sprawdzamy strzał do jelenia byka. Strzelany w pełnym pędzie, na kulawy sztych, od tyłu. Po strzale za bykiem podąża jagdterier, który jednak powraca.
Podkładamy posokowca z Czech – Darka Říčka Bělá. Prowadzi pewnie, z nosem przy ziemi. Farby nie ma. Po 350 metrach dochodzimy do martwego byka. Ładny 12-tak. Strzał od tyłu na pachwinę, kula weszła do środka, przeszła przez jelita, zahaczyła płuca i została w środku.
Farby ani kropli. Praca za krótka na dyplom. Odwozimy byka myśliwym na pokot, którzy są lekko zdziwieni?
Na koniec – jeszcze jedna praca. Dzik postrzelony na zbiorówce o 8 rano. Po południu podłożono słowackiego posokowca – GERO Lesnícka lúka, przewodnik Ľubomír Červenko. Po 50 metrach od zestrzału znalazł pierwszą farbę. Analiza farby, konsystencja, kolor i smak wskazują jednoznacznie – postrzał na miękkie. Pies podąża na otoku ponad kilometr i odnajduje łoże. Jest dobrze, pokonuje następny kilometr, dzik się podnosi i uchodzi. Posokowiec zostaje puszczony w głośny go, który kończy się stanowieniem po 600 metrach. Przewodnik i sędziowie podążają na głos psa. Strzelec oddaje niezbyt precyzyjny strzał na spóźnioną komorę. Dzik szarżuje na strzelca, drugi strzał oddany w łeb kończy poszukiwania. Dzik był postrzelony nisko na brzuch.
Sędziowie ocenili pracę posokowca na dyplom I stopnia, przyznając mu maksymalną ilość punktów -100.
Tu muszę dodać, że ten posokowiec uzyskał największą ilość punktów z biorących udział w memoriale posokowców. Był nim 4 letni posokowiec bawarski, GERO Lesnícka lúka , prowadzony przez Ľubomíra Červenko ze Słowacji.
Nie jest jednak najważniejsze, który posokowiec otrzymał dyplom, a który nie.
Ślepy los bywa kapryśny i różne prace przydziela posokowcom. Jedne spełniają warunki regulaminu na dyplom, inne nie.
Łącznie posokowce odnalazły 2 jelenie byki, 1 łanię jelenia, 1 cielaka jelenia i 1 dzika. Kilkakrotnie dochodziły do patrochów.
Najważniejsze, że po raz kolejny udowodniły jak duże znaczenie ma posiadanie przez myśliwych dobrze przygotowanych do pracy posokowców. Bez psów pracujących na memoriale, 5 sztuk zwierzyny grubej pozostałoby nie odnalezionej. A przecież obsługiwaliśmy tylko kilka kół łowieckich.
W ilu kołach w Polsce nie ma posokowców, które miałyby co robić?
I jeszcze jedna refleksja. Praca sędziów na memoriale różniła się znacznie od tej z jaką mamy do czynienia na konkursach pracy. Sędziami byli właściciele posokowców, którzy zjedli zęby na poszukiwaniu postrzałków. Na memoriale służyli oni przewodnikom i posokowcom, radą i pomocą. Chodzili na czworakach, przedzierając się przez młodniki, poszukiwali farby, dzielili się swoim doświadczeniem, doradzając i udzielając wszelkiej pomocy, duchowej i fizycznej.
Na zakończenie dodam, że w oczach zagranicznych uczestników, organizacja memoriału została bardzo wysoko oceniona. Ceniono przede wszystkim, familijną atmosferę jaką stworzyli wszyscy uczestnicy, okraszoną doskonałym jedzeniem, serwowanym przez Panią leśniczynę i beczką piwa, przywiezioną prze Czechów.
Podkreślano, że jest to jedyny memoriał w Europie, na którym posokowce poszukują ranną zwierzynę w tak naturalnych warunkach, jak to zazwyczaj w życiu bywa.
Składam podziękowania wszystkim, którzy udzielili pomocy w organizacji i przeprowadzeniu memoriału. Robią to już bezinteresownie ( tracąc swój czas i finanse) kolejny raz.
Podziękowania dla sponsorów, sędziów, przewodników i głównych bohaterów – posokowców bawarskich i hanowerskich.

 

Sędzia Główny
Wojciech Galwas