I Memoriał ks. Benedykta Gierszewskiego

W pierwszych dniach listopada w lasach w rejonie Kluczborka przeprowadzono ocenę pracy posokowców poszukujących ranną zwierzynę grubą.
Organizatorem Memoriału był ZO PZŁ w Opolu. Jak to zwyczajowo bywa zajęła się tym Komisja Kynologiczna. Jako, że Przewodniczący Komisji Jan Kierznowski jest równocześnie Prezesem Klubu Posokowca, siłą rzeczy organizacją zajął się Klub Posokowca.
Otrzymaliśmy ogromne wsparcie organizacyjne i logistyczne od Nadleśniczego Nadleśnictwa Kluczbork Pawła Pypłacza.

Będąc koordynatorem Rejonu Hodowlanego docenia on wartość posokowca w łowisku. Wiele wysiłku w organizację memoriału włożyli lokalni członkowie klubu z Witoldem Cieplikiem i Krzyśkiem Mielczarkiem na czele oraz cały Zarząd Klubu Posokowca Członka ISHV, który był fundatorem pamiątkowych znaczków, nagród i upominków dla wszystkich uczestników memoriału.
Uczestnicy i organizatorzy świadomie zrezygnowali z udziału w swoich polowaniach hubertowskich, aby wziąć udział w tej imprezie i pokazać jak przydatny jest posokowiec w łowisku. Organizację Memoriału w dużej mierze zawdzięczamy Panu Nadleśniczemu Pypłaczowi. Miejsca zestrzałów wspaniale oznaczył Krzysztof Mielczarek, jeden z najlepszych przewodników posokowców w Polsce. Na co dzień zabezpiecza poszukiwanie postrzałków na polowaniach w rejonie OHZ Kluczbork.

Wiele osób pomogło w organizacji, starając się o to, żeby postrzałki były po prostu zgłaszane. Reszta należała do posokowców.
Memoriał nosi imię śp. księdza Benedykta Gierszewskiego, założyciela i pierwszego Prezesa Klubu Posokowca, który doprowadził również do przyjęcia naszego klubu w szeregi Międzynarodowego Zrzeszenia Klubów Posokowca – ISHV.
W memoriale wzięło udział 8 posokowców ( 3 hanowerskie i 5 bawarskich) wytypowanych przez Kluby Posokowca z Czech, Słowacji, Niemiec i Polski. Były to doświadczone w pracy psy. W pracy na naturalnym postrzałku nie ma mowy o sprawdzaniu niedoświadczonych psów. Posokowce prócz startów w konkursach muszą posiadać doświadczenie w codziennej pracy. Gdy w grę wchodzi cierpienie zwierzyny nie może być miejsca na eksperymenty.
Wyrocznią na tego typie konkursach jest sędzia. On decyduje, kiedy rozpocząć pracę, kiedy ją przerwać, kiedy wolno zwolnić psa z otoku, kiedy puścić w gon, kiedy przerwać stanowienie i kiedy oddać strzał łaski.
Nie bez powodu do sędziowania na memoriale zostali zaproszeni wybitni sędziowie, którzy mają od wielu lat do czynienia z dochodzeniem postrzałków i z hodowlą posokowców.
Sędzią głównym Memoriału był Prezes Klubu Posokowca Jan Kierznowski. Ze strony polskiej sędziowali również Jerzy Karaszewski, Józef Głowniak, Wojciech Galwas, asystował Jerzy Sokół.
W skład ekipy sędziowskiej wchodzili również międzynarodowi sędziowie, członkowie Klubów Posokowca z Czech, Słowacji i z Verein Hirschmann z Niemiec.

Psy startowały zgodnie z wylosowanym numerem startowym i według kolejności zgłaszanych postrzałków. Żaden pies idąc do pracy nie wiedział wcześniej z jakim postrzałkiem będzie miał do czynienia.
Psy oceniane były na podstawie obowiązującego regulaminu; „Praca posokowca na tropach postrzałka”. W skład oceny wchodzą:
  • praca na sfarbowanym tropie rannej zwierzyny
  • zachowanie się przy martwej zwierzynie
  • odłożenie psa
  • współpraca z przewodnikiem i posłuszeństwo
  • dodatkowo; gon, osaczenie, oznajmianie , oszczekiwanie
Regulamin ten nie jest doskonały, bowiem nie bierze pod uwagę wielu istotnych czynników w pracy posokowca. Mam nadzieję, że od przyszłego roku wejdzie w życie nowy regulamin, który będzie bardziej odpowiadał realiom jakie towarzyszą pracy posokowca na naturalnym postrzałku.
Oceny pracy dokonuje komisja sędziowska. Co wieczór odbywała się odprawa wszystkich sędziów na której, po wysłuchaniu relacji komisji towarzyszącej konkretnemu posokowcowi, dokonywała jego oceny.
Oczywiście najwięcej punktów uzyskały psy, które dodatkowo miały gon i osaczenie. Takich psów było 4.
Przy równej ilości punktów, zgodnie z obowiązującym regulaminem, pierwszeństwo miał pies młodszy przed starszym.
O lokatach zdecydował los. Jeden z posokowców poszukiwał rannej łani, po upływie 20 godzin od postrzelenia i szedł za nią 10 km, bowiem tam znalazł ostatnią kroplę farby. Pies ten nie uzyskał żadnej lokaty, bo warunkiem koniecznym oceny jest dojście do martwego postrzałka, lub umożliwienie dostrzelenia go. W ciągu dwóch dni pracy posokowce odnalazły 11 jeleni i dzików.
Ilość postrzałków świadczy niestety o nie najlepszych zdolnościach strzeleckich myśliwych. Dużo do życzenia, szczególnie u myśliwych zagranicznych, pozostawia etyka oddawania strzałów. Postrzałki odnalezione po kilku kilometrach świadczą o klasie posokowców.
Opiszę pracę psów biorących udział w memoriale wg kolejności wylosowanych numerów startowych.
Pies nr 1
Poszedł do pracy jako pierwszy, bowiem taki numer startowy wylosował.
Miał do odnalezienia dzika, który 4 godziny wcześniej był postrzelony na polowaniu zbiorowym na miękkie. Sędziowałem go wspólnie z sędzią z Czech.
Pies został odłożony, po czym przewodnik poszedł sprawdzić zestrzał. Na zestrzale nie znalazł farby tylko ścinkę. 15 m dalej w głębi młodnika znalazł fragment czystego mięsa. Wszystko wskazywało na postrzał w szynkę. Pies został podłożony na zestrzał, podjął pracę na otoku. Krople farby wskazywały na poprawną pracę psa. Po 400 m pies zgłosił dzika i został puszczony w gon. Po ok 150 m osaczył dzika. Przewodnik psa doszedł i dostrzelił dzika ważącego ponad 60 kg. Okazało się, że dzik przyjął kulę na miękkie, a wyszła ona przez szynkę.
Następnego dnia poszukiwał dzika strzelanego 12 godzin wcześniej. Praca na otoku trwała ok. 3 km. Dzik przepłynął przez rzekę, pies przepłynął przez rzekę, przewodnik przeszedł rzekę w bród. Po 3 km doszli martwego dzika postrzelonego na miękkie.
Pies zajął 4 lokatę.

 

Pies nr 2
W pierwszym dniu pracy po 450 metrach pracy na otoku doszedł do martwej łani strzelonej na spóźnioną komorę. W drugim dniu sprawdzał strzały do jelenia byka i dzika. Okazały się one pudłami. Lokata 7.

 

Pies nr 3
W pierwszym dniu pracował na dziku strzelanym rano. Na zestrzale znalazł ścinkę i farbę. Po 50 metrach dzik zaczął mocniej farbować. Po 800 metrach pracy na otoku znaleziono zimne sfarbowane łoże. Po następnych 100 metrach znaleziono następne łoże, gdzie pies został zwolniony z otoku. Po odbiegnięciu ok. 200 metrów szczeknął 2 razy, po czym wrócił do przewodnika i oznajmił o znalezieniu martwego dzika, po czym zaprowadził do martwej sztuki.
W dniu drugim wylosował postrzeloną 21 godzin wcześniej lochę.
Miałem przyjemność sędziować tą pracę. Na zestrzale pies znalazł sporo farby. Farba znajdowała się również na pierwszym kilometrze pracy na tropie. Po przejściu przez tory kolejowe i wejściu w wysoko czyszczone młodniki, praca była coraz trudniejsza i farby coraz mniej. W ten sposób kontynuowaliśmy pracę przez 4 kilometry. Pies znajdował pojedyncze krople farby co 50-70 metrów. W jednym z młodników locha po przejściu 200 metrów jedną rabatą zrobiła trop powrotny drugą. Wtedy wróciła nadzieja na pomyślne dojście. Locha zaczęła kluczyć i zaczęła dawać więcej farby, co było bardzo dobrym objawem. Po ponad 5 km pracy na otoku pies stanął przed kępą świerków i zgłosił nam, że ma dzika na „gorąco”. Zezwoliłem na spuszczenie psa z otoku. Po dwukrotnym okrążeniu kępy świerków, pies zaczął głosić dzika i odprowadził go na odległość kilkudziesięciu metrów. Zezwoliłem na dostrzelenie dzika. W momencie kiedy przewodnik składał się do strzału z pozycji klęczącej nastąpiła szarża dzika. Strzał z 2 metrów zakończył poszukiwanie. Przewodnik wypatroszył lochę i dociągnął do drogi. Poszukiwanie trwało ponad 3 godziny. 70 kg locha strzelana była ze zwyżki. Kula 3006, uderzyła w dół brzucha, uszkadzając otrzewną, po czym wyszła przez sadło, które to skutecznie tamowało upływ farby. Lokata 3

 

Pies nr 4
Po 300 m pracy na otoku odnalazł martwego dzika, jednak farba prowadziła dalej. Sędzia podjął decyzję o kontynuowaniu pracy. Po przejściu 1km doszli do martwej łani (której postrzelenie nie było zgłoszone), jednak trop wiódł dalej. Pies podjął dalej trop. Na 3 km doszedł martwego dzika postrzelonego na miękkie prawdopodobnie odłamkiem kuli, która położyła pierwszego dzika. Jako ciekawostkę należy podać, że pies ten napotkał na swojej drodze innego pracującego psa, który podążał tropem tego samego dzika, ale został podłożony w miejscu w którym do tego uchodzącego dzika strzelał inny myśliwy. Lokata 5.

 

Pies nr 5
W pierwszym dniu pies został podłożony w miejscu gdzie myśliwy strzelał do dzika i na miejscu zestrzału znaleziono farbę. Po przejściu 500 m napotkano inną ekipę z psem nr 4, który pracował na tym samym tropie, bowiem jak się okazało dzik był postrzelony prędzej na drugiej flance. Sędzia nakazał przerwanie pracy.
W dniu następnym pies podjął pracę na tropie rannej łani. Wg relacji myśliwego po strzale łania wierzgnęła tylnym badylem. Oględziny zestrzału potwierdziły strzał na badyl.
Pies podjął pracę po 20 godzinach od postrzelenia. Początkowo farba była obfita, później coraz mniejsza, aż w końcu praktycznie niewidoczna. Po 2 km pracy na otoku pies znalazł 1 łoże. Po następnym kilometrze pracy na otoku znaleziono następne trzy łoża, a pies zgłosił że ma łanię na gorąco. Na polecenie sędziego pies został zwolniony z otoku. Po dojściu do młodnika pies wrócił do przewodnika i oznajmił, że znalazł zwierza. Na polecenie przewodnika wszedł do młodnika i podniósł łanię, która zaczęła uchodzić. Przewodnik oddał strzał do uchodzącej łani, który okazał się nie celny. Pies poszedł w głośny gon i w odległości ok. 700m, na granicy słyszalności szczekania, ostanowił łanię, oszczekując ja do momentu, kiedy doszedł przewodnik i oddał strzał łaski. Lokata 1.

 

Pies nr 6
Na polowaniu zbiorowym w którym brali udział myśliwi z Francji, flanka myśliwych stała na ścianie lasu i pół. Z pędzonego miotu na pole wyłamała chmara ponad 30 jeleni.
Jeden z myśliwych oddał 3 strzały. Po pierwszym, jedna łania padła po kilkunastu metrach. Następne 2 strzały oddane były w kierunku uchodzącej chmary. Myśliwy na pytanie prowadzącego stwierdził, że żadna sztuka nie zaznaczyła przyjęcia kuli.
Prowadzący zgłosił jednak fakt strzelania sędziemu głównemu. Jan Kierznowski zdecydował, że należy sprawdzić skutek strzału. Do pracy został wysłany pies nr 6, a ja zostałem wyznaczony jako sędzia.
Po zajechaniu na miejsce wskazano nam jedynie ogólny kierunek w jakim strzelano do jeleni. Pies miał sam znaleźć zestrzał. Pies prowadzony na otoku w odległości 100 m od wskazanego domniemanego miejsca strzału, zapunktował znalezienie farby. Początkowo myślałem, że jest to farba z pierwszej strzelonej sztuki. Jednak pies podjął trop i podążył nim w głąb pól.
Szliśmy za całą chmarą jeleni, pole było dosłownie zaorane przez uchodzącą liczną chmarę. Potwierdzenia w postaci farby nie było. Po przejściu 1,5 km pies odbił od tropu chmary. Na zaoranej ziemi widać było tropy łani i cielaka, pies wskazał również pojedyncze krople farby. Po następnych 300 metrach doszliśmy do remizy śródpolnej. Tam znaleźliśmy sfarbowane łoże, a pies oznajmił, że ma zwierza na gorąco. Za moją zgodą pies został zwolniony z otoku i ruszył w głąb remizy. Po chwili zaczął głosić, a z remizy wypadła łania z cielakiem, za którymi podążał w głośnym gonie posokowiec. Po 500 metrach gonu pies odgonił cielaka w kierunku lasu, a następnie zawrócił łanię w stronę innej remizy i tam ją oszczekiwał. Po dojściu do remizy zezwoliłem przewodnikowi na dostrzelenie łani. Trochę kłopotu sprawiło nam ustalenie miejsca postrzelenia łani. Oględziny obydwu boków nic nie dały.
Po odwróceniu łani na grzbiet okazało się, że została ona trafiona w srom. Rany wylotowej nie było. Krwawienie następowało do jamy brzusznej.
Wręczenie złomów dla przewodnika i psa, ostatniego kęsa i pieczęci dla łani, zakończyło pracę psa. Lokata 2.


Sędzia W. Galwas wręcza złom dla przewodnika, jego psa oraz ostatni kęs i pieczęć dla zgasłej łani
 

Pies nr 7
Pies poszukiwał rannej łani, która na zestrzale zostawiła ścinkę i kroplę farby.
Pies kontynuował pracę na otoku na odległość ok. 10 kilometrów, trzymając się ściśle tropu uchodzącej sztuki. Na pierwszych kilku kilometrach znajdowano potwierdzenie w postaci pojedynczych kropli farby. Później farba zanikła zupełnie. Na 10 km przewodnik po uzyskaniu akceptacji sędziego przerwali pracę. Wszystko wskazuje na obcierkę i łania winna żyć dalej. W dniu następnym pies sprawdzał 2 strzały do dzików, po których myśliwi byli święcie przekonani, że trafili. Strzały okazały się pudłami. Pies pozostał bez oceny.

 

Pies nr 8
Strzał oddany do łani na polowaniu zbiorowym. Pies rozpoczął pracę po 21 godzinach od oddania strzału. Na zestrzale nie znaleziono ani ścinki, ani kropli farby. Po 50m pojawiła się farba. Po 150m znaleziono łoże z którego łania została podniesiona przez nagonkę lub pracujące w miocie teriery. W tym momencie farba się urwała. Po przejściu następnych 900 metrów na otoku pies doszedł do martwej łani. Łania postrzelona na miękkie.
Pies sprawdzał jeszcze dwa strzały do jeleni, które okazały się pudłami. Lokata 6.

 

Czas na podanie wyników I Memoriału ks. Benedykta Gierszewskiego Pracy Posokowców na Naturalnym Postrzałku;
Pies nr 1
CZOK z Wilczewskich Wydm, posokowiec bawarski ur. 2003, wł. Kazimierz Janki, przewodnik Wiesław Szuch, Polska – 134 pkt, dyplom I stopnia, lokata 4/8
Pies nr 2
KAJA Devana, posokowiec hanowerski, ur. 2000, wł. Ludovit Pitonak, Słowacja – 72 pkt, dyplom II st., lokata 7/8
Pies nr 3
– ALAN z Mihalikovho Soliska, posokowiec bawarski, ur. 1997, wł. Tibor Caradsky, Słowacja – 152 pkt, dyplom I st., lokata 3/8
Pies nr 4
ASKA ze Sutlova, posokowiec hanowerski, ur. 2001, wł. Hubert Hubik, Czechy -92 pkt, dyplom I st., lokata 5/8
Pies nr 5
ALGA znad Warciańskich Tataraków, posokowiec bawarski, ur. 2004, wł. Roman Walich, Polska – 152 pkt, dyplom I st., lokata 1/8
Pies nr 6
EDA z Podbrezovej, posokowiec bawarski, ur. 1999, wł. Jura Strnad, Słowacja – 152 pkt, dyplom I st., lokata 2/8
Pies nr 7
AJKA z Hanenskeho Zlebu, posokowiec bawarski, ur. 2000, wł. Jan Novotny, Czechy – bez oceny
Pies nr 8
Prinz vom Bibertal -VH-, posokowiec hanowerski, ur.1999, wł. Heinrich Krebs, Niemcy – 92 pkt, dyplom I st., lokata 6/8

Chciałbym ponownie pokreślić, że uzyskane lokaty uzależnione były od wylosowanego postrzałka. Tego rodzaju ocena posokowców nie ma charakteru konkursu, bowiem warunki pracy psów są nieporównywalne.
Praca psów ma uświadomić myśliwym jak ważne jest sprawdzenie skuteczności oddanych strzałów, przez specjalnie ułożone do tego celu psy.
Zwierzyna na polowaniach zbiorowych jest strzelana w warunkach silnego stresu spowodowanego gonieniem przez naganiaczy i pracujące w miocie psy. Najczęściej jest strzelana w ruchu. Po przyjęciu kuli jej wlot bywa zasłaniany skórą lub tłuszczem. Zwierzyna jest po strzale dalej niepokojona przez przesuwającą się nagonkę. Nie ma warunków, żeby zalec. Uchodzi na znaczne odległości, dopóki jej sił starczy. Na pokocie najczęściej widać zwierzynę po strzałach komorowych, w kark lub na kręgosłup. Natomiast ta, postrzelona na miękkie, wysoką komorę, badyl czy bieg z niewielką lub żadną farbą, bardzo często uważana jest za spudłowaną lub lekko ranioną. Bez poszukiwania przez dobre psy jest ona bezpowrotnie stracona. Rola posokowca w łowisku jest nieoceniona.
Mam nadzieję, że moje relacje uzmysłowią wielu myśliwym jak ważne jest sprawdzanie skuteczności oddanych strzałów, przez specjalnie ułożone do tego celu psy.
Jeżeli moja pisanina spowoduje o jeden telefon do przewodnika posokowca więcej, jednego posokowca ułożonego do pracy więcej, jednego pasjonata pracy z psem więcej, to uważam, ze spełniła ona swój cel.
Na zakończenie chciałem podziękować wszystkim uczestnikom i organizatorom memoriału. W zgodnej ocenie uczestników, szczególnie tych zagranicznych, memoriał został doskonale przygotowany. Panowała na nim serdeczna, rodzinna atmosfera wspomagana doskonałą domową kuchnią Pani leśniczyny Jaźwińskiej.

Duża ilość postrzałków umożliwiała posokowcom sprawdzenie swoich umiejętności, a co najważniejsze odnalazły one wszystkie śmiertelnie ranne postrzałki, zyskując tym samym podziw polujących myśliwych.

 

Darz Bór
Wojciech Galwas