poszukiwanie postrzałków zwierzyny grubej z posokowcem

Praca jaką muszą wykonać posokowce przy poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej jest najbardziej odpowiedzialnym rodzajem pracy jaką wykonują psy myśliwskie. Nic strasznego się nie stanie jeżeli dzikarz nie przytrzyma dzika, legawiec nie wystawi bażanta, norowiec nie wypchnie lisa z nory czy płochacz nie wypłoszy zwierzyny. Co najwyżej ominie nas możliwość strzału, a zwierzyna ujdzie cała i zdrowa.
Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej. Problem poszukiwania postrzałków więc istnieje i nie można traktować go marginalnie, biorąc pod uwagę aspekty moralne i etyczne, hodowlane i ekonomiczne.
Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym;
„ z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.
Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.
Co prawda rozporządzenie ministra środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania, zobowiązuje myśliwych do zapewnienia udziału w poszukiwaniach postrzałka ułożonego w tym celu psa, jednak interpretacja pojęcia „ułożonego psa” nie jest podana i w związku z tym jest bardzo dowolna.
Pod pojęciem „ułożonego psa do poszukiwań postrzałka zwierzyny grubej” należy rozumieć psa myśliwskiego, który przeszedł odpowiednie w tym kierunku szkolenie i zostało ono pozytywnie zweryfikowane. Dla większości właścicieli jego pies jest „najlepszy, doskonały i nieomylny”, dlatego też dobrze by było, żeby został on oceniony chłodnym okiem fachowców, czyli sędziów kynologicznych prób pracy.
Dla rodowodowych psów myśliwskich sprawdzianem stopnia ich ułożenia są konkursy pracy tropowców i posokowców.
W stosunków do psów nie posiadających rodowodu przeprowadzano kiedyś tzw. atestację. Obecnie niestety nikt nie weryfikuje ich umiejętności.
Pies zdobywający na konkursie tropowców lub posokowców dyplom I, II lub III stopnia, otrzymuje Certyfikat Użytkowości, który jest dokumentem stwierdzającym jego ułożenie do pracy jako tropowca. Pies taki, co prawda nie posiada jeszcze najczęściej umiejętności dochodzenia naturalnych postrzałków, ale jest odpowiednio przygotowany, aby taką umiejętność w krótkim czasie posiąść.
Mało jest w Polsce myśliwych posiadających psy specjalizujące się wyłącznie w poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej. Należą do nich z pewnością przewodnicy odpowiednio przygotowanych do pracy i fachowo prowadzonych, użytkowych posokowców.
To wąska i nieliczna grupa wysoko wyspecjalizowanych psów, charakteryzujących się wybitnym węchem, potrafiących odnaleźć postrzałka nawet na trzeci dzień po postrzale.
Mają bowiem, jak żadna inna rasa, zdolność odróżniania indywidualnego zapachu wewnątrz gatunku, co powoduje trzymanie tropu rannej zwierzyny, pomimo że nie ma na nim farby.
Podkreślam przy tym, że chodzi mi o posokowce odpowiednio przygotowane do prawidłowego pełnienia swojej roli w łowisku. Powinny one służyć pomocą myśliwym z kilku ościennych kół myśliwskich i włączać się do pracy, kiedy inne tropowce zawiodą.
Niestety sama przynależność do określonej rasy nie czyni z psa tropowca. Źle przygotowany do pracy posokowiec, będzie się spisywał w łowisku o wiele gorzej niż każdy inny, nawet średnio wyszkolony tropowiec.
Przeciętny polski myśliwy polujący z psem, poluje w zróżnicowanym przyrodniczo łowisku, na różne gatunki zwierzyny. W związku z tym wymaga od psa jak największej wszechstronności. Zazwyczaj najwierniejszy pomocnik myśliwego winien wykazać się co najmniej umiejętnością płoszenia, tropienia i aportowania zwierzyny, nie mówiąc już o wykonywaniu tego, do czego jest predysponowany z racji przynależności do określonej rasy.
Do poszukiwania postrzałków, po odpowiednim ułożeniu, nadaje się większość ras psów myśliwskich. Dobrze tą pracę wykonywać mogą myśliwskie teriery, jamniki – głównie standardowe, myśliwskie szpice, zdecydowana większość psów gończych, wyżły – ze wskazaniem na kontynentalne oraz spaniele, płochacze i retrievery.
Oczywiście mistrzami w tej dziedzinie pracy myśliwskiej są posokowce.
Nie rasa jest najważniejszym czynnikiem w układaniu tropowca. Najważniejsze są cechy osobnicze po obu końcach otoku.
Każdy pies i każdy przewodnik jest inny. Metody stosowane w układaniu muszą być dostosowane do psychiki psa.
Najsilniejszym z psich zmysłów jest węch. Z pewnością występują różnice osobnicze w jego poziomie, nie wspominając już o różnicach w poszczególnych rasach.
Zmysł węchu każdego psa myśliwskiego jest jednak w zupełności wystarczający, aby odnaleźć nam postrzałka przed upływem kilkunastu godzin od momentu postrzelenia.
Aby osiągnąć taki rezultat musimy jednak poświęcić swojemu psu trochę czasu począwszy od pierwszych miesięcy jego życia.
Jeżeli wasz pies opanował niuanse pracy na sztucznych ścieżkach tropowych, ma bardzo dobrze opanowany apel, umie znaleźć zestrzał, potrafi poruszać się przy nodze między drzewami, możemy zacząć go uczyć odnajdywać naturalne postrzałki zwierzyny grubej.

Przed podjęciem poszukiwania musimy zebrać jak największą ilość informacji związanych z okolicznościami oddania strzału. Umożliwią one podjęcie prawidłowej decyzji o czasie i sposobie prowadzenia poszukiwań.

Zacząć należy od dokładnego „przesłuchania” myśliwego.
Wypytajcie strzelającego dokładnie o szczegóły oddania strzału. Z jakiej broni strzelał, jakiego kalibru, jakiej kuli użył? Np. używając amunicji RWS z pociskiem TUG możemy spodziewać się przestrzału i w związku z tym dużej ilości farby, ale zwierz może oddalić się na znaczną odległość. Z kolei używając pocisku TIG, grzybkującego w tuszy, może nie być przestrzału, ale oddana energia dobrze ulokowanego pocisku doprowadzi do szybkiej śmierci zwierzyny.
Dowiedźcie się o jakiej porze strzelał, jakie panowały warunki pogodowe? Jakiej optyki używał, z jakiej odległości oddał strzał? Z jakiej pozycji strzelał (z wolnej ręki, podpórki, ambony)?
Jak stała zwierzyna (na blat, kulawy sztych, tyłem), a może była w ruchu?
Czy to była pojedyncza sztuka, czy też znajdowała się w stadzie (chmarze, watasze, rudlu)?
Istotną informacją jest reakcja zwierzyny na przyjęcie kuli. Nie zawsze będzie się ona pokrywać z typowymi reakcjami, które oczywiście musimy znać. Rakieta po strzale może równie dobrze świadczyć o strzale komorowym jak i o obcierce po piersi lub mostku.
Byk walący się w ogniu mógł być trafiony w tykę. Gruba zwierzyna będąca w ruchu rzadko zaznacza przyjęcie kuli na miękkie.
Wątpliwości dotyczące miejsca przyjęcia kuli powinna w znacznym stopniu rozwiać analiza zestrzału.
Zdarza się, że myśliwy nie jest w stanie precyzyjnie określić miejsca zestrzału i kierunku uchodzenia zwierza. Często są to informacje mało precyzyjne lub mylne. Musicie do nich podchodzić z „ograniczonym zaufaniem”. W razie wątpliwości warto raczej zaufać psu niż wersji myśliwego. Dobrze jest, żeby nas pies był nauczony wcześniej odszukiwania zestrzału, stosując do tej nauki sztucznie preparowane zestrzały (fragmenty sukni, kości, farby), chowane pod ściółkę.
Po znalezieniu zestrzału odłóżcie psa i zajmijcie się jego szczegółową analizą, często na kolanach i przy użyciu lupy.
Przypatrzcie się ścince. Z jakiej partii szaty pochodzi? Czy jest to włos z boku zwierzyny,
czy też może jaśniejszy z dolnej partii ciała jeleniowatych, lub też bardzo jasny z lustra?
Może jest charakterystyczny dla grzywy byka lub chybu dzika? Jaką ma długość, jest wyrwany z cebulkami, czy ucięty pociskiem ? Duża ilość ścinki z cebulkami włosowymi może sugerować obcierkę, mała ilość krótkiej ścinki pochodząca z boku zwierzyny może sugerować strzał komorowy lub spóźniony.
Następnie trzeba dokładnie zanalizować odnalezioną farbę. Jej kolor, konsystencja, rozbryzg, smak, ilość, to skarbnica wiedzy. Rozetrzyjcie ją w palcach, sprawdźcie jaki ma smak.
Bardzo jasna farba z pęcherzykami powietrza, rozrzucona szeroko na zestrzale z całą pewnością świadczy o strzale na płuca z przestrzałem. Ciemniejsza farba, lekko lepka w dotyku, słodka w smaku wskazuje na strzał mięśniowy. Farba ciemnobrązowa o ziarnistej konsystencji, gorzka w smaku, może pochodzić z wątroby lub śledziony.
Ciemna farba z dodatkiem treści żołądkowej lub jelitowej, kwaśna w smaku, też jednoznacznie pozwoli nam określić miejsce ulokowania kuli.
Na zestrzale możemy też znaleźć inne informacje.
Mogą tam znajdować się odłamki kości. Identyfikacja z jakiej partii szkieletu pochodzą,
ułatwi nam pracę. Charakterystyczne są ostre odłamki kości długich, świadczące o postrzale w kończyny. Również łatwe do rozpoznania są fragmenty wyrostków kolczastych kręgów kręgosłupa, po strzale w które zwierz wali się w ogniu, dając bardzo dużą ilość farby na zestrzale, a po kilku minutach odzyskuje sprawność, wstaje i uchodzi, będąc praktycznie nie do dojścia.
Możemy również znaleźć kawałki zębów, kości żuchwy czy szczęki, włókna mięśniowe, tkankę tłuszczową, szpik kostny, treść żołądkową, fragmenty jelit, płuc czy innych tkanek.
Informacje znalezione na zestrzale to prawdziwa skarbnica wiedzy, często lekceważona przez myśliwych. Należy poświęcić mu odpowiedni czas i odczytać wszystkie wiadomości w nim zawarte.
W zależności od czasu i rodzaju zranienia podejmujemy decyzję o sposobie prowadzenia poszukiwań. Zwierzynę ranną na komorę lub płuca możemy poszukiwać od razu. Podobnie należy postępować w wypadku ran postrzałowych kończyn, nie rokujących szybkim wykrwawieniem się.
Natomiast po stwierdzeniu postrzału w obrębie jamy brzusznej lub mięśniowego, intensywnie farbującego, musimy moment rozpoczęcia poszukiwań przesunąć na co najmniej kilka godzin po oddaniu strzału. Ułatwi nam to pracę i zminimalizuje cierpienia zwierzyny.
Również należy odczekać w wypadku gdy zwierzyna znajdowała się w chmarze czy watasze.
Rozproszy się wtedy zapach stada, a pozostanie odwiatr osobniczy, umożliwiający posokowcowi identyfikację postrzałka.
Do poszukiwań musimy przygotować odpowiedni wyposażenie, psa i nasze.
Do dochodzenia zakładamy psu obrożę tropową. Musi być ona wykonana z szerokiego pasa miękko wyścielanej skóry. Zapięcie umieszczone z boku, tak aby najszersza część obroży, (pozbawiona metalowych części) znajdowała się na szyi psa, nie powodując ucisku.
Uchwyt do zapięcia otoku, to tzw. „krętlik”, czyli obrotowy element uniemożliwiający skręcanie otoku. Dobrze jest wpisać na obroży, wodoodpornym markerem, nasz numer telefonu, ułatwiający kontakt z nami w razie odnalezienia zagubionego psa.
Do obroży przypinamy otok, długości 8-10 metrów. Według mnie najlepsze są wykonane z naturalnej skóry. Okrągłe dla posokowców bawarskich lub płaskie (1-2 cm szerokości) dla posokowców hanowerskich. Otoki parciane są znacznie tańsze, ale czepiają się zarośli utrudniając pracę.
Otok nie może posiadać żadnych pętli na końcu.
Nasze ubranie musi być lekkie i wytrzymałe, ważne są wodoodporne buty, dobrze trzymające kostkę. Na głowę załóżcie, zamiast kapelusza, dobrze trzymającą się czapkę z daszkiem posiadającą fartuch osłonowy na kark. Oczy należy chronić okularami, najlepsze są specjalistyczne z drucianej siatki, mogą jednak być z tworzywa (typu ochronne BHP).
Na dłoń trzymającą otok załóżcie skórzaną rękawicę, chroniącą przed podrapaniem.
W podręcznym wyposażeniu prócz noża, latarki, zapałek, lupy, winny znajdować się środki do dezynfekcji, opatrunki, zestaw do szycia ran i kilka agrafek (są przydatne do prowizorycznego zabezpieczenia rozciętych powłok brzusznych).
Bardzo istotna jest oczywiście broń. Będzie ona narażona na zadrapania i zabłocenia, dlatego dobrze posiadać osobną jednostkę do dochodzenia. W gęsto zakrzaczonym terenie najskuteczniejszy jest strzał z breneki, na otwartym z kuli o mocnym i obalającym kalibrze. Moim zdaniem idealna jest kniejówka, z gładką lufą kal. 12 i gwintowaną kal. np. 8 x 57JRS lub 9,3 x 74R. Przed rozpoczęciem dochodzenia dobrze jest zakleić lufy cienką taśmą papierową. Uchroni je to przed zatkaniem śniegiem lub błotem, a nie będzie przeszkadzać w oddaniu strzału.

Po odczytaniu informacji na zestrzale przyszedł czas na właściwą pracę psa.
Od tej chwili on przejmuje inicjatywę, a my będziemy pełnić rolę jego pomocnika.

Złomem (odłomem) należy zaznaczyć miejsce zestrzału. Następnie przypnijcie i rozciągnijcie otok, zaprowadźcie psa na zestrzał, aby i on poznał tkwiące w nim tajemnice. Psy bardzo często lubią obwąchać teren wokół zestrzału, wchodzą kilkanaście metrów na trop wejściowy zwierzyny, należy im na to pozwolić i poczekać kiedy podejmą właściwy trop postrzałka.
Po nawąchaniu rozpoczynamy dochodzenie. Pies powinien spokojnie, z nosem przy ziemi, na luźnym lub miernie naciągniętym otoku wypracowywać trasę ucieczki postrzałka.
Pozwólcie psu na spokojną pracę, nie szarpiąc go i nawracając. Pies może wypracowywać trop podążając kilka metrów obok niego, łapiąc jego odwiatr. Szczególnie młode tropowce nie trzymają tropu lecz zataczają kółka i pętle. O ile samoczynnie powracają na trop nie stanowi to błędu w pracy. Pies nie może jednak zbaczać na inne krzyżujące się tropy zdrowej zwierzyny. Może je jednak zaznaczyć, a nawet podążać nimi kilka metrów, powinien jednak sam powrócić na trop właściwy.
Doświadczone tropowce, szczególnie posokowce, oznajmiają znalezioną na tropie farbę czy inne ślady w postaci sierści, odłamków kości, fragmentów mięśni lub innych tkanek, treści żołądkowej, itp. Zatrzymują się, podnoszą głowę do góry, wskazując przewodnikowi swoje znalezisko.
Należy im się dokładnie przyjrzeć, pozwolą one zweryfikować wiedzę zdobytą na zestrzale. Zwróćcie uwagę na jakiej wysokości znajduje się farba. W zależności od gatunku i wieku zwierzyny pozwoli wam to domyśleć się gdzie została ulokowana kula. Farba znajdująca się po obu stronach tropu świadczy o przestrzale. Rozbryzgi farby znajdowane co kilka metrów wskazują na strzał płucno-komorowy, farba znajdowana na wciskach mówi o postrzale w kończyny lub szynki.
Jeżeli zwierzyna była strzelana z chmary czy watahy, to zasadą jest, że przez pierwsze
100 – 300 metrów podąża ona ze stadem, a następnie odbija w bok, uchodząc własną trasą.
Posokowiec powinien wypracować to odbicie, ignorując uchodzącą chmarę czy watahę.
Jeżeli postrzałek po kilku kilometrach dołączył z powrotem do stada, to szanse na jego dojście znacznie maleją. Prawdopodobnie postrzał nie był zbyt ciężkim.
Co jakiś czas zaznaczcie złomem kierunkowym przebieg tropu, gdy pies go zgubi, rozpocznijcie pracę od ostatniej farby, lub ponownie od zestrzału. Oznaczenie tropu złomami pozwala stwierdzić, czy pies podąża ponownie tą samą trasą. Trop można też oznaczyć za pomocą kolorowego papieru (np. toaletowego). Dostępne są również kolorowe taśmy wyciągane z specjalnego kołowego pojemnika.
Jeżeli pies trzyma trop, nie zwracajcie uwagi na brak farby. Bardzo często ranna zwierzyna nie farbuje. Jeżeli przyjęła kulę na wykroku, a brak jest wylotu, to skóra przesłoni wlot i farby nie będzie. Również otłuszczone, „kukurydziane” dziki strzelone na spóźnioną komorę lub miękkie, zatykają otwory po kuli tłuszczem lub jelitami i nie dają farby. Doświadczeni przewodnicy posokowców mówią; „mało farby – dużo mięsa, dużo farby – mało mięsa”.
Należy zaufać psu. Jeżeli pewnie trzyma kufę przy ziemi, podążając w określonym kierunku, to pomimo braku farby trzyma trop postrzałka.
W zależności od tego czy dochodzimy dzika, czy jelenia mamy do czynienia z inną charakterystyką tropu rannego zwierza.
Zraniony dzik uchodzi zazwyczaj w jednym kierunku, mało klucząc.
Wybiera jednak najtrudniejszą dla tropowca i jego przewodnika trasę. Wiedzie ona przez największe gęstwiny i zarośla, omija stare drzewostany prowadząc, o ile to możliwe, przez młodniki, tereny podmokłe i bagniste. Ranny dzik nie omija wody i babrzysk w których lubi się wytarzać i zalepić błotem ranę postrzałową.
Zalega najczęściej w młodnikach, na bagnach lub w bardzo gęstym podszycie.
Lubi zaatakować, gdy tylko pies lub przewodnik znajdzie się w jego pobliżu. Trzeba być na to przygotowanym. Dlatego też, jeżeli dojdziecie z psem w trudno dostępny teren w którym można się spodziewać zalegnięcia dzika, nie pchajcie się tam bez potrzeby z psem prowadzonym na otoku. Szarża dzika może doprowadzić do zaplątania otoku o drzewa i krzewy, co uniemożliwi psu skuteczną obronę przed atakami. Jeżeli jest to możliwe, lepiej jest obejść młodnik czy bagnisko, szukając tropu wyjściowego, lub puścić psa luzem, odwołując go po przejściu trudnego terenu.
Z kolei ranny jeleń lubi wybierać łatwiejsze trasy ucieczki, wysokim drzewostanem, często się zatrzymuje, kluczy, robi pętle, wraca własnym tropem. Lubi również wejść do potoku lub strumienia i podążać nim, zazwyczaj pod prąd. Stanowi to znaczne utrudnienie w pracy psa. W miejscach gdzie jeleń kręcił się w kółko trzeba dać psu sporo czasu, żeby rozszyfrował wszelkie zawiłości i znalazł trop wyjściowy. Zajmuje to psu nawet kilkanaście minut. Dajcie mu czas na spokojne nawąchanie i „myślenie”.
Zdarza się również, że trop i farba rannego jelenia urywa się w jednym miejscu.
Prawdopodobnie jeleń wrócił po własnym tropie (trop powrotny), odbijając w bok w innym miejscu. Lubi on również, po przejściu kilku kilometrów, zrobieniu wielu wolt i załamań, powrócić dokładnie w miejsce w którym został postrzelony, wprowadzając tym w błąd myśliwych i przewodnika psa.
Ranny jeleń najczęściej zalega na wysokim lesie, w trawach lub pod pojedynczym świerkiem.
Nie należy go lekceważyć jako groźnego przeciwnika dla psa, potrafiącego skutecznie z nim walczyć.
Ranny byk atakuje nisko opuszczonym wieńcem. Nadzianie na wieniec kończy się ranami kłutymi lub wyrzuceniem psa w powietrze i możliwymi urazami kończyn lub kręgosłupa. Bardzo niebezpieczne są ranne łanie. Atakowane przez psa stają na tylnych badylach, po czym gwałtownie atakują przednimi badylami. Uderzenie psa ostrymi jak bagnety racicami, może zakończyć się jego śmiercią.
Jeżeli w odległości do 1-2 km od zestrzału znajdziecie łoże rannej zwierzyny, to w 99% postrzałek jest do dojścia. Zwierz nie kładzie się bez powodu po strzale, zanalizujcie dobrze wszystkie ślady pozostawione w łożu, podobnie jak czyniliście to na zestrzale, czy analizując farbę i ślady na tropie. Stwierdzić należy w jakiej pozycji leżała zwierzyna, plamy farby wskażą nam miejsce postrzału. Sprawdzić należy czy jest to „ciepłe” czy „zimne” łoże. Ciepłota ściółki czy ewentualnych odchodów umożliwi nam podjęcie decyzji odnośnie dalszego sposobu kontynuowania poszukiwań.

Nadszedł czas na ostatnią część pracy jaką ma do wykonania tropowiec poszukujący rannej zwierzyny. Jest to gon i stanowienie żywego ciągle postrzałka lub też znalezienie martwej zwierzyny i powiadomienie o tym przewodnika, poprzez oznajmienie lub oszczekiwanie.

Gdy dochodzimy do „gorącego łoża” to znaczy takiego, które postrzałek nie dawno opuścił możemy podjąć decyzję o puszczeniu psa w gon. Zazwyczaj sam pies czując na tropie świeży odwiatr rannej zwierzyny, swoim bardzo podnieconym zachowaniem daje nam znak, że powinniśmy spuścić go z otoku. Oczywiście gdy ranna zwierzyna znajdzie się w zasięgu wzroku lub gdy podniesie się przed psem, należy również rozpocząć gon.
Wypuszczony pies powinien natychmiast podążyć tropem postrzałka, prowadząc nieustannie głośny gon aż do jej osaczenia i zatrzymania w miejscu, czyli stanowienia.
Gdy pies podąży omyłkowo śladem zdrowej zwierzyny lub gdy mamy do czynienia z lekkim postrzałkiem, którego stanowienie jest nie możliwe, pies musi sam przerwać gon i powrócić do przewodnika.
Gon winien być zdecydowany i wytrwały. Pies podążając za postrzałkiem po jego „gorącym” tropie, bądź „na oko” (mając go w zasięgu wzroku) winien nieustannie, szczekając z pasją, prowadzić ranną zwierzynę. Kiedy postrzałek zostanie zatrzymany przez psa w jednym miejscu, winien on donośnym głosem oszczekiwać go bez przerwy, aż do naszego przyjścia.
Posokowiec nie powinien w żadnym wypadku pozostawić osaczonej, żywej zwierzyny.
Bywa czasami, że pies prowadzi gon przez wiele kilometrów, poza granice słyszalności. Stanowienie też może wtedy trwać kilka godzin. Nie pozostaje nam wtedy nic innego, jak przemieszczanie się z miejsca na miejsce (najlepiej terenowym pojazdem) i nasłuchiwanie głoszącego psa. Istnieją co prawda urządzenia telemetryczne służące do namierzania psa, jednak ich bardzo wysoka cena i zawodność w górzystym terenie, zniechęcają do ich powszechnego stosowania.
Częstym błędem popełnianym przez przewodników i myśliwych po zlokalizowaniu miejsca stanowienia, jest próba jak najszybszego dobiegnięcia do psa i postrzałka. Kończy się ona zazwyczaj gwałtowną ucieczką zwierzyny i ponownym gonem.
Gdy usłyszycie, że pies stanowi ranną zwierzynę, powinniście w sposób cichy i spokojny podejść ją pod wiatr (uniemożliwiając zwietrzenie was) i zwracając uwagę na pozycję psa oddać strzał łaski, najlepiej w kark płowej lub za ucho dzika. Mając na uwadze dobro naszego psa, strzał łaski winien oddać przewodnik psa. Myśliwy podążający z nami za swoim postrzałkiem jest często zbyt rozentuzjazmowany, aby oddać precyzyjny strzał.
Pamiętajmy o tym, że ranna zwierzyna stanowi realne zagrożenie dla nas i naszego psa.
Ranny dzik, niezależnie od wagi, wykorzysta każdy moment do ataku. Jeżeli pies nie zachowa ostrożności w osaczaniu lub jeżeli do starcia dochodzi w trudnym terenie, uniemożliwiającym psu odskok, może się to zakończyć poważnymi obrażeniami.
Szarżę dzika zazwyczaj jako pierwszy przyjmuje na siebie pies. Daje nam to możliwość oddania skutecznego strzału. Jeżeli tak się nie stanie, dzik zaatakuje nas. Nie próbujmy salwować się ucieczką, czy wejściem na drzewo.
Trzeba zachować zimną krew. Gdy mamy broń w pogotowiu, oddajemy strzał, mierząc w łeb atakującego dzika. O ile oddanie strzału z różnych względów nie jest możliwe, odczekujemy do chwili, gdy dzik znajduje się 2-3 metry przed nami, wtedy odskakujemy w bok lub przewracamy się na bok. Dzik przejdzie po linii prostej. Zanim dzik zawróci i ponownie zaszarżuje, będziemy mieli czas na oddanie strzału.
Najgorszą z możliwych reakcji jest odwrócenie się tyłem do dzika i ucieczka. Narażeni jesteśmy wtedy na atak od tyłu, który może przynieść fatalne dla nas skutki. Przypominam o starej maksymie myśliwskiej; „ na niedźwiedzia wybieraj się z noszami, na dzika z marami”.
Nie należy również lekceważyć jelenia jako groźnego przeciwnika dla naszego psa.
Ranny byk atakuje nisko opuszczonym wieńcem. Nadzianie na wieniec kończy się ranami kłutymi lub wyrzuceniem psa w powietrze i możliwymi urazami kończyn lub kręgosłupa. Bardzo niebezpieczne są ranne łanie. Atakowane przez psa stają na tylnych badylach, po czym gwałtownie atakują przednimi. Uderzenie psa ostrymi jak bagnety racicami, może zakończyć się jego śmiercią. Nie spotkałem się natomiast ze świadomym atakiem jelenia na człowieka.
Często w wyniku gonu i osaczenia oraz na wskutek odniesionych ran zwierzyna pada martwa. Wtenczas mamy do czynienia z oszczekiwaniem lub oznajmianiem przez tropowca martwej zwierzyny.
Oszczekiwanie następuje wtedy, gdy pies znajduje martwą zwierzyną i oszczekując ją nieprzerwanie oczekuje na nasze przybycie. Mamy wtedy do czynienia z innym rodzajem głosu psa niż przy gonie czy stanowieniu. Pies inaczej szczeka na martwego dzika, a inaczej na jelenia. Doświadczeni menerzy potrafią po głosie psa rozpoznać jego zachowanie.
Oznajmiacz natomiast, po dojściu do martwego zwierza i powąchaniu go, wraca do swojego przewodnika i w określony sposób daje mu znać o znalezieniu zwierzyny, po czym doprowadza go do niej.
Istnieje wiele dyskusji na temat, czy lepszy jest pies oszczekiwacz czy oznajmiacz.
Moim zdaniem każdy sposób prowadzący do odnalezienia martwej zwierzyny jest dobry.
A najlepszy jest „oszczekujący oznajmiacz”. To znaczy taki pies, który po dojściu do martwej zwierzyny obszczeka ją, a następnie powróci do przewodnika i szczekając zaprowadzi go do niej.
Istotne jest również zachowanie psa przy martwej zwierzynie. Pies może ją polizać lub nawet lekko szarpać tuszę, co może wynikać z jego pasji. Nie dopuszczalne są próby narzynania czy też zakopywania zwierzyny. Jeżeli pies nie chce dopuścić do tuszy innych osób czy psów, poza przewodnikiem, należy traktować to jako pozytywne zachowanie.
Po skutecznym zakończeniu dochodzenia należy pamiętać o rytuale związanym z zakończeniem polowania. Zwierzynie należy się ostatni kęs i pieczęć. Myśliwemu złom.
Nie zapominajcie o złomie należnym głównemu bohaterowi poszukiwań – psu. Przy okazji należy dokładnie go obejrzeć, czy nie odniósł obrażeń i napoić psa.
Pamiętać należy również, że wraz z psem zostaliśmy wezwani do poszukiwania rannej zwierzyny i nie do nas należy ocenianie, czy została ona pozyskana przez myśliwego zgodnie ze wszystkimi zasadami selekcji i sztuki łowieckiej.
Później zostaje już tylko proza polowania, związana z patroszeniem i transportem zwierzyny.
I to w zasadzie koniec moich podstawowych rad i uwag dotyczących poszukiwania z tropowcem postrzałów zwierzyny grubej.
Pamiętajcie zawsze o tym, że psychika każdego psa jest inna i należy do każdego osobnika dostosować metody układania. Żaden pies, podobnie jak człowiek, nie jest nieomylny i ma prawo do pomyłek i gorszych dni. Pamiętajcie, że stanowicie w pracy duet, błędy popełnione przez jedną ze stron, odbijają się na drugiej stronie. Nerwowość przewodnika na pewno udzieli się psu. Tylko jak największa ilość pracy w łowisku doprowadzi wasz duet do sukcesów i wysokiej skuteczności w dochodzeniu postrzałków, czego Wam i Waszym psom serdecznie życzę.
Darz Bór
Wojciech Galwas