szukajcie a znajdziecie

Szukajcie, a znajdziecie – proście, a będzie wam dane. Chciałbym tą starą maksymę zastosować przy poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej.
Natura obdarzyła nas zmysłami, lecz w porównaniu ze światem zwierząt są one wielce nie doskonałe. Wzrok wraz z zapadnięciem zmroku staje się w zasadzie bezużyteczny. Rozpoznajemy co prawda kolory, ale w nocy każda krowa staje się czarna. Słuch odbiera dźwięki w bardzo małym zakresie częstotliwości. Węch traci swoje walory po kilku minutach trwania intensywnego zapachu. Jedynie zmysł smaku i dotyku mamy subtelniejszy niż część zwierząt lecz przy poszukiwaniu rannej zwierzyny, smak i dotyk są mniej przydatne choć nie zupełnie bezużyteczne.
Obdarzeni zostaliśmy jednak rozumem i nim powinniśmy posługiwać się najczęściej, choć często z tym miewamy problemy.
Człowiek pierwotny, choć jego mózg nie był zbyt duży, zdając sobie sprawę ze swojej niedoskonałości, jako jedno z pierwszych zwierząt udomowił psa. Już wtedy pies służył nieocenioną pomocą człowiekowi. Od wytropienia zwierzyny, poprzez jej osaczenie, aż do jej odszukania w wypadku zranienia. W razie długotrwałego braku jakiejkolwiek zwierzyny, pies mógł posłużyć również za strawę.
Wraz z upływem wieków i rozwojem pojemności puszki mózgowej, człowiek zajął się tworzeniem wyspecjalizowanych grup ras, a jedną z najbardziej wyspecjalizowanych i najmniej licznych są posokowce.
Niestety poziom myślenia u poszczególnych osób jest bardzo zróżnicowany, dlatego też ilość użytkowanych w naszych łowiskach posokowców pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Pomimo uchwały Krajowego Zjazdu Delegatów PZŁ o wprowadzeniu kompleksowego systemu układania i oceny psów myśliwskich oraz wprowadzeniu zasady, iż do końca kadencji koła łowieckie pozyskujące zwierzynę grubą powinny posiadać co najmniej jednego ułożonego do tropienia i poszukiwania postrzałków psa w obwodzie, pozostają one w sferze marzeń i niespełnionych nadziei.
Znaczna część myśliwych woli w dalszym ciągu posługiwać się przy poszukiwaniu swoimi ułomnymi zmysłami, lub powierza to zadanie psom, które natura stworzyła do zupełnie innych celów.
Artykuł ten zamierzam poświęcić osobom, które poszły po rozum do głowy i oddając się swojej łowieckiej pasji, zajmują się pracą z posokowcem. Posiłkując się swoim doświadczeniem w pracy z posokowcami, chciałem podzielić się z wami kilkoma zasadami, które ułatwią nam skuteczne dochodzenie postrzałków, zrozumienie zachowań zwierzyny i posokowca.
Generalną zasadą jest fakt prowadzenia przez nas „działalności usługowej”. Sporadycznie będziemy poszukiwać ranionej przez nas zwierzyny, musimy być dyspozycyjni i służyć pomocą innym myśliwym, którzy z tych czy innych powodów ranili zwierzynę i proszą nas o pomoc. W związku z tym musimy zachować się jak spowiednik, lekarz i adwokat w jednej osobie. Nie naszym zadaniem jest ocenianie, czy myśliwy strzelał zgodnie ze wszystkimi prawidłami. Czy warunki, odległość, broń, pozycja, rodzaj zwierzyny były zgodne z regulaminem. To problem strzelającego, nie nasz. Zdarza się niestety, że poszukując przelatka odnajdujemy martwą lochę lub poszukując łanię znajdziemy byka. Nasza praca kończy się w momencie odnalezienia zwierza, ewentualnie możemy służyć pomocą przy patroszeniu lub transporcie. Jeżeli będziemy komentować zdolności łowieckie czy zasadność strzału, to możemy pożegnać się z następnymi wezwaniami na poszukiwania.
Następna zasada, to posługiwanie się własnym rozumem i zawierzenie instynktom i zmysłom psa.
W stosunku do relacji myśliwego, co do miejsca zestrzału i kierunku uchodzenia zwierzyny, podchodźmy zawsze z ograniczonym zaufaniem. Często bowiem zdarza się, że myśliwy, pobudzony adrenaliną związaną z oddaniem strzału myli się co do odległości, pozycji zwierzyny, jej reakcji na strzał i kierunku uchodzenia.
Oczywiście nie dajmy namówić się na samobójcze próby poszukiwania postrzałka nocą, czy też wchodzenia z posokowcem na otoku w dojrzały rzepak.
Mając posokowca, znajdzie on nam zestrzał i pokaże w którym kierunku uszedł zwierz. Dajmy mu jednak czas na spokojne obwąchanie terenu i sprawdzenie tropu wejściowego.
Wtedy i my możemy użyć swoich zmysłów. Przy sprawdzeniu zestrzału posługując się wzrokiem, dotykiem a nawet smakiem, uzyskamy mnóstwo informacji co do miejsca ulokowania kuli. Ułatwi nam to późniejszą pracę.
Kiedy już posokowiec podejmie trop, nasza ingerencja w jego pracę powinna być jak najmniejsza. Skoncentrujmy się tylko nad kontrolą otoku, tak żeby był jak najmniej uciążliwy dla psa. Kontrolujmy farbę, zakładając co jakiś czas znaki, aby w przypadku zboczenia z tropu można na niego powrócić bez zbytniego kluczenia.
W czasie pracy na starym tropie nasz posokowiec napotyka na wiele trudności. Będzie miał niewątpliwie do czynienia z krzyżującymi się tropami zdrowej zwierzyny, tropami zwodniczymi, z pętlami i ósemkami. Czasem farba urywa się gwałtownie w jednym miejscu, jakby zwierzyna odfrunęła. Pies zawraca i wie co robi, mamy do czynienia z tropem powrotnym, trzeba tylko znaleźć odbicie z tropu głównego. Zdarza się, że posokowiec potrzebuje kilkunastu minut na wypracowanie tropu wyjściowego z młodnika w którym ranny jeleń kręcił się w kółko. Obdarzmy psa zaufaniem, dajmy mu czas. Wszelkie komentarze, zachęcanie do pracy są w tym momencie zbędne. Jak nie możemy mu pomóc, to nie utrudniajmy. Bywa, że po kilku kilometrach pracy na otoku pies wraca w pobliże zestrzału. To nie pies się pomylił, taka jest taktyka rannego jelenia. Kilkakrotnie dochodziłem postrzałka po kilku kilometrach poszukiwań w niewielkiej odległości od zestrzału.
Kiedy nasz posokowiec doprowadzi nas w bardzo ciężki teren, np. na skraj bagna, trzcinowiska, czy zarośli nie do przejścia – nie pakujmy się tam bez potrzeby z psem na otoku. Lepiej obejść teren i spróbować znaleźć trop wyjściowy niż narażać się na podtopienie, urazy oczu czy szarżę dzika. Jedną ze sztuczek stosowanych przez ranne dziki jest trop powrotny, prowadzący kilka metrów obok tropu którym podążaliśmy. Dzik idąc np. jednym rzędem drągowiny, wraca następnym rządkiem. Może to sprawiać wrażanie, że posokowiec wraca pod trop. Nic bardziej mylnego, mocno osłabiony dzik stosuje ten fortel dla zmylenia swoich prześladowców, przygotujmy się na rychły kontakt z nim.
Zazwyczaj posokowiec swoim zachowaniem sygnalizuje nam, że ma rannego zwierza „na gorąco”, często ma go „na oko”. Jest to sygnał do ściągnięcia obroży i puszczenia psa w gon.
Pies podążający milczkiem za uchodzącą ranną zwierzyną jest w zasadzie bezużyteczny jako skuteczny posokowiec. Tylko głośny gon i skuteczne, długotrwałe stanowienie może prowadzić do dojścia słabiej rannej zwierzyny, np. postrzelonej w kończyny.
Po spuszczeniu w gon należy pozostać w miejscu, nasłuchując w którym kierunku podąża gon i gdzie nastąpi stanowienie. Częstym błędem powtarzanym przez przewodników jest biegnięcie w kierunku szczekającego psa. Dobiegamy zmęczeni, nie zdolni do oddania skutecznego strzału. Często ranna zwierzyna słyszy lub zwęszy nas z daleka, uchodząc na znaczną odległość lub szarżując w wypadku rannego dzika.
Tak więc słysząc gdzie posokowiec stanowi postrzałka, nie śpieszmy się zbytnio, dajmy mu czas. Sprawdźmy kierunek wiatru i spokojnie podchodźmy pod wiatr na odległość umożliwiającą oddanie strzału łaski. Kiedy będziemy prowadzić poszukiwania z myśliwym który postrzelił zwierzynę, uprzedźmy go, że to my będziemy dostrzeliwać postrzałka. Wiele psów straciło życie z tego powodu, że myśliwy widząc zwierzynę strzelał do niej, nie sprawdzając gdzie jest pies. Życia przyjaciela nikt wam nie zwróci.

 

Pamiętajmy o tym, że prawo zezwala nam na poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej w obwodzie łowieckim, w którym myśliwy nie ma upoważnienia do wykonywania polowania, pod warunkiem zawiadomienia o tym dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego w ciągu 24 godzin od chwili podjęcia poszukiwań.
Jako, że łamy niniejszego artykułu nie pozwalają na głębsze rozwinięcie tematu, poprzestanę na tych kilku podstawowych zasadach współpracy z posokowcem.
Na zakończenie powtórzę raz jeszcze. Posługujmy się rozumem ! Instynkt i zmysły pozostawmy posokowcowi. Naszym zadaniem jest współpraca z psem, a nie zastępowanie go w pracy na tropie. Wielokrotnie przekonałem się, że dobrze pracujący posokowiec jest w stanie wprowadzić w stan zdumienia nie jednego myśliwego. I niech to uczucie towarzyszy Wam jak najczęściej.
Darz Bór
Wojciech Galwas